spotkania

wtorek, 09 października 2012

W ostatnią sobotę zawitała do Łodzi Małgorzata Musierowicz. Spotkanie z czytelnikami związane było z premierą najnowszej części Jeżycjady – „McDusi”.


Pierwszy raz widziałam na żywo panią Małgorzatę i bardzo się cieszę, że poszłam na to spotkanie. Jedna z moich ukochanych autorek czasów nastoletnich (i obecnych!) jest osobą przesympatyczną, serdeczną, roześmianą i mającą fantastyczny kontakt z czytelnikami.

Spotkanie nie obyło się oczywiście bez zgrzytów, bo niestety jak zwykle organizacja całej ‘imprezy’ polegała na kompletnym braku organizacji ale najważniejsze, że w miarę szybko udało się opanować chaos.

Fantastyczne jest to, że na spotkanie przyszły osoby w różnym wieku – nastolatki, młode kobiety i te trochę starsze, mamy z dziećmi a nawet kilku panów! 


Z całej „Jeżycjady” przeczytałam dopiero 7 tomów (i szczerze powiedziawszy mało co z nich pamiętam poza ogólnym klimatem i zarysem postaci). Z zazdrością czytam na forum dyskusje wielbicielek serii roztrząsających perypetie konkretnych postaci jakby chodziło o meksykańską telenowelę ;-) Bardzo chciałabym przeczytać wszystkie tomy, niestety jakoś nie zapowiada się na to, bym zyskała w najbliższej przyszłości nieco więcej wolnego czasu. Na razie powoli kolekcjonuję wszystkie części serii ,co akurat jest o wiele prostsze ;-)


środa, 05 października 2011

Wczoraj miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu autorskim z Hanną Kowalewską, pisarką i poetką, autorką cieszącego się dużą popularnością cyklu o Zawrociu. Spotkanie zostało zorganizowane przez Wojewódzką Bibliotekę im. Józefa Piłsudskiego w Łodzi i działający przy niej Dyskusyjny Klub Książki. Przyznam się od razu, że nie czytałam żadnej książki tej autorki, ale jej nazwisko jest mi dobrze znane, bo niejednokrotnie spotkałam się z pozytywnymi opiniami na temat jej twórczości, zarówno na forach jak i blogach. 

O organizacji tego typu spotkań przez w/w bibliotekę pisać nie będę, bo w kilku już brałam udział i za każdym razem zarówno kwestie organizacyjne jak i (o zgozo!) przygotowanie prowadzących pozostawiało wiele do życzenia. Spuszczę więc na tę kwestię zasłonę milczenia i skupię się na ogólnym opisie tematów poruszanych w rozmowie z autorką.

A ta była całkiem ciekawa – pani Kowalewska na tyle wzbudziła swoją osobą moje zainteresowanie, że po powrocie do domu zapałałam żądzą natychmiastowego przeczytania którejś z jej książek :-)

Na początku panie prowadzące pytały autorkę o jej miasto rodzinne (Wysokie Mazowieckie) i generalnie stosunek do prowincji. Gdzie pisarce żyje się łatwiej – w małym miasteczku czy w ogromnej Warszawie? Czy otoczenie i kontakt z naturą mają wpływ na jej pisarstwo?

Hanna Kowalewska ukończyła polonistykę ale jak sama stwierdziła, nie było to ułatwieniem dla stylu jej pisarstwa, wręcz przeciwnie – musiało minąć sporo czasu zanim pozbyła się stylu pisania charakterystycznego dla polonistów (epatowanie naukowym słownictwem a w przypadku Kowalewskiej, która pisała pracę magisterską dot. problematyki mitu Ikara w romantyzmie dochodziły jeszcze trudy zgubienia gdzieś po drodze tej ‘romantycznej patetyczności’).

Spore zainteresowanie wśród słuchaczy wzbudził warsztat autorki, jej metody pracy. Kowalewska jest typem sowy i pisze tylko w nocy. Parokrotnie próbowała wstawać rano i po śniadaniu zasiadać do komputera, by dalej pisać powieść ale każda z tych prób kończyła się fiaskiem, bo natchnienie pojawiało się tylko z nadejściem nocy. Co ciekawe – Kowalewska nie ma w zwyczaju pisać tylko jednej książki na raz. Przyznała się, że głęboko w szufladach tkwi kilkanaście rozpoczętych powieści i opowiadań, pisanych i poprawianych na przestrzeni paru lat.

Zapytana o najważniejsze dla niej książki (swoje), te z którymi czuje się szczególnie związana Kowalewska wymieniła „Julitę i huśtawki” oraz „Letnią Akademię Uczuć”. Każdej z tych powieści a także „Tego lata w Zawrocie” prowadzące poświęciły sporo uwagi i pytały autorkę o historię ich powstawania, pracę nad poszczególnymi tomami, pierwowzory postaci i miejsc, wątki autobiograficzne.

W trakcie spotkania autorka przeczytała fragment z ostatniego tomu cyklu o Zawrociu (wkrótce w księgarniach) oraz dwa swoje wiersze.

Odebrałam panią Hannę jako osobę ciepłą i sympatyczną, z początku nieco powściągliwą ale w miarę rozwoju dyskusji coraz bardziej otwartą i zabawną, emanującą pozytywną energią i serdecznością. Z ogromną ochotą sięgnę po jej książki, szczególnie cykl zawrociański.

Znacie twórczość Hanny Kowalewskiej? Co o niej sądzicie? Polecacie?


czwartek, 21 października 2010

Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Marszałka J. Piłsudskiego w Łodzi gościła wczoraj w sali konferencyjnej Małgorzatę Szejnert. Ta 74-letnia, dziś już emerytowana dziennikarka debiutowała w 1972r reportażami o emigracji polskiej w USA. Po kilkuletniej pracy jako dziennikarka i kierowniczka działu reportażu wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie udało jej się znaleźć pracę w „Nowym Dzienniku”. W 1986r. wróciła do Polski, gdzie współtworzyła Gazetę Wyborczą prowadząc przez 15 lat dział reportażu. Jest mentorką takich znanych dziś reporterów jak Mariusz Szczygieł, Wojciech Tochman czy Jacek Hugo-Baader.

Jej książka „Czarny ogród” cieszyła się dużym uznaniem zarówno wśród krytyków jak i zwykłych czytelników – świadczy o tym choćby nominacja do Nagrody Literackiej NIKE (2008), Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus 2008 oraz Nagrody Literackiej Gdynia 2008. W tym samym roku „Czarny ogród” został uhonorowany Nagrodą Mediów Publicznych COGITO oraz „Górnośląskim Tacytem”. Następna książka Szejnert „Wyspa klucz” także podbiła serca czytelników, co odzwierciedlają pochlebne recenzje oraz tegoroczna nominacja do Nagrody Literackiej NIKE.


Nie czytałam żadnej książki Małgorzaty Szejnert, na spotkanie poszłam z czystej ciekawości, chciałam bliżej poznać osobę, której nazwisko co i rusz przewija się na czytanych przeze mnie blogach. Autorka wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie; zresztą chyba nie ja jedna siedziałam w fotelu zasłuchana w jej słowa – spotkanie trwało ponad 2 godziny i nikomu nie spieszyło się specjalnie do wyjścia! Nigdy nie pomyślałabym, że pani Szejnert ma już 74 lata – jej młodzieńczy wygląd (no, może przesadziłam z tym ‘młodzieńczym’ ale na swój wiek nie wygląda) oraz chłonny i otwarty umysł wskazywałyby raczej na osobę dużo, dużo młodszą. Chciałabym w takim wieku mieć taką kondycję zarówno fizyczną jak i – a może przede wszystkim – psychiczną.


Tematy poruszane na spotkaniu skupiały się na oczywiście dwóch ostatnich książkach Szejnert. Padały pytania o prywatne związki autorki z opisywanymi przez nią miejscami i historiami, o proces pisania i gromadzenia materiałów, o powody pisania i coraz większe zainteresowanie czytelników reportażem. Pani Małgorzata zdradziła także, że powoli kończy pracę nad swoją najnowszą książką, która ukaże się w Wyd. Znak pod tytułem „Dom Żółwia” i będzie dotyczyć Zanzibaru. Wszyscy uczestnicy spotkania ucieszyli się bardzo, kiedy autorka wyjęła z torebki kilka zadrukowanych kartek maszynopisu (zawsze zastanawiało mnie jak w dzisiejszych skomputeryzowanych czasach określa się te zadrukowane kartki – komputeropis?) aby przeczytać nam fragment nie wydanej jeszcze książki. I muszę powiedzieć, że tak jak „Czarny ogród” nie interesuje mnie w ogóle, a „Wyspa klucz” tylko po części, tak „Dom Żółwia” przeczytam na pewno.

Małgorzata Szejnert jest osobą o niezwykle otwartym umyśle, chłonną wiedzy, potrafiącą zajmująco opowiadać o swoich pasjach i odkryciach. Cieszę się, że udało mi się poznać ją bliżej.

niedziela, 30 maja 2010

Niespełna dwa tygodnie temu miałam przyjemność spotkać jednego z moich ulubionych polskich autorów współczesnych, Janusza Leona Wiśniewskiego, który z okazji promocji najnowszego zbioru felietonów/opowiadań "Zbliżenia" przyjechał z wizytą do Łodzi.

Wiśniewski jest pisarzem, który ma tyle samo fanów co krytyków; ja go bardzo lubię, mimo iż dostrzegam w jego pisarstwie wady (głównie w felietonach - to ciągłe granie na ludzkich uczuciach, dlatego jednak wolę powieści). Mam bardzo osobisty stosunek do "Samotności w sieci", jest to książka, która już zawsze będzie mi się kojarzyła tylko z jednym człowiekiem i konkretnymi wydarzeniami sprzed blisko 3 lat.

Spotkanie odbyło się w bardzo kameralnym gronie (ok. 40 osób na sali), co mnie troszkę zdziwiło, bo spodziewałam się tłumów ;-)  i trwało nieco ponad godzinę, za co pan Janusz już na wstępie przeprosił, tłumacząc się pośpiechem w związku z nagrywaniem tego samego dnia wywiadu w programie Małgorzaty Domagalik "On i ona", na który z racji emisji programu na żywo, nie może się spóźnić.

Autor opowiadał o swoim pisarstwie, pracy naukowej,  próbach pogodzenia tych dwóch sfer jego życia, o uczuciach i związkach chemicznych rządzących naszym życiem. Nie dowiedziałam się z tego spotkania niczego nowego, zresztą po przeczytaniu setek wywiadów z autorem, odnoszę wrażenie, że Wiśniewskiemu ciągle zadaje się te same pytania, na które on ciągle udziela tych samych odpowiedzi ;-) Zresztą potwierdził to wspomniany już przeze mnie wywiad Małgorzaty Domagalik, który był niemalże kopią tego, co usłyszałam parę godzin wcześniej na spotkaniu.

Wiśniewski dał się poznać jako sympatyczny i inteligentny człowiek z poczuciem humoru, mający bardzo dobry kontakt z czytelnikami. Mimo iż bardzo się spieszył, każdemu czytelnikowi (choć w większości były to czytelniczki ;-)) poświęcił chwilę na krótką rozmowę i wpis w książce.

Cieszę się, że mogłam poznać pana Janusza osobiście, jeśli ponownie zawita do Łodzi,  z miłą chęcią ponownie pójdę na spotkanie :)

wywiad

 

 


| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...