inne

sobota, 09 stycznia 2016

Pod względem czytelniczym był to dosyć dobry rok. Mimo iż dużo działo się w moim życiu prywatnym i zawodowym a czasu na czytanie było niewiele, zwłaszcza w połowie roku, kiedy to podjęłam decyzję o wyprowadzeniu się z domu rodzinnego, udało mi się przeczytać więcej książek niż w zeszłym roku i powróciłam do mojej stałej czytelniczej średniej wynoszącej mniej więcej ok. 24-25 pozycji rocznie.   

Przeczytałam 23 książki (w tym dwa audiobooki i dwa ebooki). Jak na razie zakup czytnika do książek (planuję osobną notkę na jego temat) nie przyczynił się zbytnio do zwiększenia ilości czytanych pozycji ale przewiduję, że w tym roku się to zmieni.

Wśród tych 23 książek znalazło się 15 powieści, 3 poradniki (głównie z zakresu żywienia i dietetyki), 1 zbiór opowiadań (choć określenie dwóch opowiadań wydanych jako jedna książka mianem ‘zbioru’ to chyba jednak przesada), 1 epopeja/poemat, 2 audiobooki (na podstawie powieści) oraz 1 esej skatologiczny.

Jeśli chodzi o płeć autora, to podobnie jak w zeszłym roku liczby są zbliżone: przeczytałam 13 pozycji napisanych przez mężczyzn i 10 autorstwa kobiet.

Smuci mnie trochę, że tak mało podróżowałam po czytelniczym świecie. Odwiedziłam raptem 7 państw i to takich, które już znam. Cały czas obracam się wśród literatury europejskiej i tej z kontynentu Ameryki Północnej. Od lat próbuję to zmienić, ale niestety bezskutecznie.

Najwięcej czytałam literatury brytyjskiej: 8 pozycji autorów z Anglii. 6 książek było autorstwa pisarzy polskich, 4 tytuły autorów z USA i 2 tytuły pisarzy francuskich. Poza tym przeczytałam po jednej książce autorów pochodzących z Kanady, Rosji i Australii.


visited 7 states (3.11%)
Create your own visited map of The World or Brazil travel guide for Android

 

Przeczytałam jedną książkę po angielsku - „First Term at Mallory Towers” Enid Blyton, pierwszą część młodzieżowej serii o perypetiach grupy dziewczynek uczących się w szkole z internatem.

Pora na wytypowanie najlepszych i najgorszych książek roku :)

Piątka thebeściaków:

1. Orson Scott Card „Gra Endera” - genialnie napisana, niezwykle wartościowa powieść z pięknym przesłaniem, na długo zapadająca w pamięć. Tuż po skończeniu czytania wiedziałam, że to właśnie Ender zgarnie tytuł ‘powieści roku’

2. Thomas Hardy „Z dala od zgiełku” – Hardy’ego nie czyta się łatwo, ale końcówka wynagradza wszelkie trudy. Piękna historia z głębokim tłem psychologicznym.

3. Garth Nix „Sabriel” - przemyca uniwersalne prawdy na temat przyjaźni, lojalności, odpowiedzialności. Pomimo drobnych zgrzytów ujęła mnie konstrukcją świata przedstawionego i kreacją głównej bohaterki

4. Julita Bator „Zamień chemię na jedzenie” – za uświadamianie Polaków w kwestii wpływu chemii w żywności na nasze zdrowie i samopoczucie, za mnóstwo cennych rad i wskazówek

5. Kasia Bem „Happy detoks” – za bijącą z każdej strony pozytywną energię, mnóstwo pysznych przepisów i ciekawych porad

I piątka, o której wolałabym nie pamiętać ;-)

1. John Green „Gwiazd naszych wina” – jest to książka tak źle napisana, że aż brak mi słów :( Nie rozumiem, jak taki gniot może być bestsellerem :(

2. Wieniedikt Jerofiejew „Moskwa-Pietuszki" – alkoholowe wywody pana Jerofiejewa zupełnie do mnie nie trafiają

3. Anna Gavalda „Kochałem ją” – czyste grafomaństwo… brak umiejętności tworzenia konstruktywnych dialogów, nieudolne wtręty i silenie się na psychologiczną głębię

4. Philip Pullman „Dobry człowiek Jezus i łotr Chrystus” – wieje nudą a zapowiadanej przez wydawcę kontrowersyjności tematu ani widu ani słychu

5. Andy Weir „Marsjanin” – nudne jak flaki z olejem

 

Odkryciem roku był dla mnie Jacek Dukaj, którego prozy zawsze panicznie się bałam. Jak wysłucham do końca audiobooka, napiszę nieco więcej na ten temat.

Jak już jesteśmy przy audiobookach, warto chyba wspomnieć, że niezmiernie cieszy mnie fakt, że polubiłam tę formę poznawania książek i zamierzam ją kontynuować. Wieczory ze słuchawkami na uszach i szydełkową robótką w dłoniach są bardzo przyjemne :)

Moje plany czytelnicze oczywiście jak zwykle szlag trafił, nie udało mi się ukończyć żadnego wyzwania czytelniczego, w którym brałam udział, ale szło mi całkiem nieźle – większość wyzwań zakończyłam co najmniej w połowie. I 13 książek, po które sięgałam w 2015 roku było z mojej własnej półki czyli wreszcie czytam więcej ze swojego księgozbioru :)

Aby tradycji stało się zadość, na koniec wspomnieć muszę co nieco o zakupach książkowych. A tutaj – wielka rewolucja! ;) Przyczyniły się do niej dwa wydarzenia:

a) wyprowadzka na swoje a co za tym idzie zwiększone koszty życia, co wpływa na zmniejszenie budżetu na książki oraz

b) zakup czytnika, dzięki któremu mam łatwiejszy dostęp do wielu tytułów i nie muszę kupować kota w worku

W 2015r przybyło mi więc tylko 39 książek (nie liczę pozycji, które przybyły w wyniku przyłączenia biblioteczki Lubego do mojej). Konkretnie wygląda to tak:

Zakupione: 28

Wygrane w konkursach: 9

Egzemplarze recenzenckie: 2

Zakupione 28 książek kosztowały mnie 644,76 zł.

Planów nie robię, kto wie, co mnie czeka w tym roku… Idę na żywioł a co z tego wyniknie, zobaczymy za rok ;)

 

 

 

12:55, weisse_taube , inne
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Buszuję ostatnio namiętnie po Internecie w poszukiwaniu audiobooków i postanowiłam podzielić się kilkoma świetnymi stronami, gdzie legalnie można ściągnąć audiobooki lub też słuchać ich online.

WolneLektury.pl

Bardzo ubogi wybór, ale lektorami są zawodowcy. Jest to polska strona a więc i audiobooki są w naszym ojczystym języku.

LibriVox

Zagraniczna strona, wybór bardzo duży. Pliki można wyszukiwać po autorze, tytule dzieła, według gatunku lub języka. Najwięcej jest oczywiście książek czytanych po angielsku i niemiecku (kilkanaście tysięcy) ale mamy także po kilkaset tytułów w takich językach jak francuski, hiszpański, chiński, holenderski, japoński, portugalski. Strona oferuje także po kilkadziesiąt tytułów po włosku, polsku i rosyjsku oraz kilka-kilkanaście książek w innych, czasem nawet mało popularnych językach.

Lektorzy to wolontariusze. Pasjonaci (czytania) książek, zwykli ludzie bez doświadczenia i logopedycznego treningu, którzy nagrywają w domu swój głos i udostępniają na LibriVox czytane przez siebie książki. I tu pojawia się problem, bo często są to ludzie z fatalną dykcją, wadami wymowy, czytający szybko, połykający końcówki wyrazów, nie zwracający uwagi na znaki przestankowe, mamroczący coś pod nosem. Ciężko jest trafić na osobę, która czyta wyraźnie.

Loyal Books

Tysiące tytułów i języków. Część nagrywana dla LibriVox i udostępniona tutaj. Podobnie jak w przypadku LibriVox jest dostępna wyszukiwarka a audiobooki podzielone są według języków i gatunków. Lektorzy to wolontariusze, więc należy się spodziewać tych samych problemów co na LibriVox.

 

Znacie inne strony z audiobookami? Jeśli tak, podzielcie się informacją w komentarzu :-)

 

Tagi: inne
18:28, weisse_taube , inne
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 kwietnia 2015

To już piąty wygrany konkurs w tym roku! :-)


Tagi: inne
20:49, weisse_taube , inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 lutego 2015

Szczęście wyjątkowo mi sprzyja. To już moja czwarta wygrana w tym roku! :-)

Tagi: inne
14:26, weisse_taube , inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 lutego 2015

Początek roku obfituje w wygrane w różnych konkursach. Najpierw kalendarz w Mydlarni u Franciszka, teraz książka od wyd. Biały Wiatr. Czekam jeszcze na wygraną w konkursie magazynu Nowa Fantastyka :-)

11:52, weisse_taube , inne
Link Komentarze (1) »
czwartek, 29 stycznia 2015

"Postać Holendra tułacza jest mitycznym poematem ludu; prastary rys natury ludzkiej wypowiada się w nim z poruszającą serca potęgą. Rysem tym jest w najogólniejszym znaczeniu tęsknota za spokojem wśród burz życia." 

Richard Wagner


Poszłam na ten spektakl z lekką obawą. No wiecie... w końcu to ten wielki i poważny Wagner... ;-) Poza tym był to pierwszy spektakl operowy w życiu mojego partnera, więc zastanawiałam się, czy czasem po paru minutach nie ucieknie z krzykiem ;-) Całe szczęście tak się nie stało a przedstawiona na scenie historia okazała się nad wyraz ciekawa.

Ale nie tyle historia sama w sobie mnie uwiodła (choć przyznaję, że podczas pierwszego aktu zdarzało mi się przysypiać ;-) - ale to zapewne ze zmęczenia, byłam po ciężkim dniu w pracy). To scenografia zrobiła na mnie największe wrażenie. Jednym słowem: zapiera dech w piersiach - piękna, mroczna, niezwykle klimatyczna.

Cały spektakl ma w sobie coś ewidentnie niemieckiego, nie potrafię dokładnie powiedzieć, co to takiego ale moje germanofilskie serce wyraźnie to czuło. Może to niemiecki duch romantyzmu unoszący się nad przedstawioną historią? W końcu libretto opery oparł Wagner na jednym z opowiadań Heinricha Heinego bazującego na jednej ze skandynawskich legend.

Arie nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia, choć jedna z arii śpiewanych przez Sentę wywołała we mnie dreszcze :-)

Jedyne, co mi się w "Holendrze Tułaczu" nie podobało to zakończenie. Szybkie, nagłe, sprawiające wrażenie zrobionego 'na odwal', byle by w końcu jakoś tą historię zakończyć. Siedziałam osłupiała w fotelu i oszołomiona zastanawiałam się, co to ma znaczyć? Klątwa została przełamana czy nie? I co się stało z Holendrem?  

Jednak pomimo tego rozczarowania na końcu uważam obejrzany spektakl za absolutnie fantastyczny. Wzbudził moją ciekawość jeśli chodzi o legendę o Latającym Holendrze. Bardzo chciałabym przeczytać jakąś zajmującą powieść, która jest literacką adaptacją tej niezwykłej legendy!


*wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony operalodz.com

Tagi: opera teatr
18:58, weisse_taube , inne
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 stycznia 2015

Doświadczenie pokazuje, że wszelkie moje czytelnicze plany zazwyczaj szlag trafia i na koniec roku muszę się wstydzić sama przed sobą. Nie zmienia to jednak faktu, że niezmordowanie czynić je będę nadal – najwyżej znów wszystko diabli wezmą ;-)

Tym razem postanowiłam dwie rzeczy: sama wymyślę sobie swoje własne, prywatne wyzwania na 2015r. a jeśli już zdecyduję się brać udział w ogólnych zabawach czytelniczych, to raczej w takich, które nie są obwarowane ścisłymi zasadami dotyczącymi ilości przeczytanych książek w danym miesiącu. I będę je traktować przede wszystkim jako zabawę :-)

Jak wyglądają konkrety? Przede wszystkim chciałabym częściej sięgać po książki z własnej półki. Nie przeczytanych pozycji mam tyle, że na co najmniej trzy lata mogłabym zapomnieć o bibliotece. Najwyższy czas to zmienić. Poza tym chciałabym skończyć wszystko, co zaczęłam w zeszłym roku i z różnych przyczyn zaniechałam. Uzbierało się około 8-10 takich powieści a ja mam ambicję je dokończyć, tym bardziej, że w większości to naprawdę bardzo dobre tytuły.

Od kilku lat obiecuję sobie, że wraz z nadejściem nowego roku wezmę się za Władcę Pierścieni. Tym razem (wreszcie!) z dumą mogę powiedzieć, że obietnicy dotrzymałam. Dokładne 01.stycznia w godzinach wieczornych zaczęłam czytać przedmowę i prolog, więc za jakiś czas będę mogła w końcu powiedzieć, że znam literacki pierwowzór jednego z moich ulubionych filmów. Dostrzegam już różnice między książką a filmem – zdecydowanie na korzyść tej pierwszej i jestem pewna, że trafi ona do pierwszej trójki najlepszych książek roku.

Przeczytanie biografii Lucy Maud Montgomery, poznanie szczegółów jej życia i pracy twórczej zachęciło mnie do przypomnienia sobie ulubionych książek z dzieciństwa (czy raczej czasów wczesno-nastoletnich). Postanowiłam więc przeczytać wszystkie książki, jakie wyszły spod pióra kanadyjskiej pisarki w kolejności chronologicznej.

Jeśli zaś chodzi o ogólnodostępne wyzwania czytelnicze to zamierzam kontynuować ‘Grę w kolory’ oraz nieistniejącą już ‘Trójkę e-pik’. Pierwsze wymaga wprawdzie przeczytania co najmniej jednej książki w miesiącu, ale myślę, że jak zrobię sobie jakiś sensowny plan czytelniczy na każdy miesiąc i skrupulatnie będę się go trzymać, to się uda. Drugie wyzwanie – jako że już nie istnieje a ja nadrabiam je w ramach zaległości – jest raczej zabawą i pozwala mi dowolnie dobierać sobie kategorie do przeczytanej akurat książki.

Z nowych wyzwań zdecydowałam się na dwa: jedno z konkretnymi zasadami, drugie bez.

Trzecia już odsłona zabawy ‘Odnajdź w sobie dziecko’ wymaga od uczestników nie tylko przeczytania i zrecenzowania co najmniej jednego tytułu w miesiącu ale dodatkowo musi to być książka zawierająca konkretny motyw (szczegółowa lista na stronie wyzwania). Ponieważ mam już pomysł na lekturę styczniową, to pomyślałam sobie: a co tam, biorę udział. W kolejnych miesiącach będę sobie najwyżej łamać głowę, co dalej ;-)

A na facebooku znalazłam za to takie oto ‘Wyzwanie 2015’:

Nie ma tu żadnych zasad dotyczących ilości lektur w danym miesiącu, więc pozostaje tylko dopasowanie poszczególnych kategorie do tego, co akurat czytam.

A jak już jesteśmy przy facebooku… W zeszłym roku postanowiłam założyć konto dla Zacisza Literackiego. Pomyślałam, że skoro tak rzadko bywam na blogu, to może chociaż na fb uda mi się częściej wrzucać jakieś krótsze wpisy i dawać znak życia. Założyłam konto, po czym… zupełnie o nim zapomniałam. W drugiej części roku sobie o nim przypomniałam i starałam się od czasu do czasu coś tam umieszczać – głównie jakieś cytaty z książek i czasopism, które akurat czytam. Nie wiem, czy konto dalej będzie istnieć, może w tym roku dojdę do wniosku, że wolę to wszystko umieszczać na blogu ale póki co konto jest i można je podejrzeć tutaj.

Jak widać mam dosyć szeroko zakrojone plany czytelnicze a czy uda mi się czytać i opisywać wrażenia z lektur w miarę na bieżąco – czas pokaże. Obecny rok będzie w pewnych kwestiach (prywatnych, zawodowych) kontynuacją poprzedniego, więc nie obiecuję, że Zacisze Literackie na tym nie ucierpi. Przede wszystkim czeka mnie przeprowadzka i organizowanie sobie nowego życia, co wiąże się z mniejszą ilością czasu wolnego a także zapewne chwilowym brakiem Internetu (choć to drugie akurat jest mniejszym problemem – notatki mogę pisać w nowym domu a publikować w pracy, gdzie mam dostęp do sieci). Ja w każdym razie trzymam kciuki za powodzenie moich czytelniczych przedsięwzięć i z nową energią biorę się za ich realizację :-)


11:32, weisse_taube , inne
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 stycznia 2015

Rok 2014 był dla mnie rokiem wielu zmian, szczególnie w życiu prywatnym. To rok dojrzewania do pewnych decyzji, rok, w którym postawiłam przede wszystkim na własne szczęście. Opłaciło się – nawet bardziej niż mogłam to sobie wymarzyć. Jeśli jesteście zdania, że życie nie pisze takich fabuł jak w pięknych książkach z Happy Endem, to ja jestem żywym przykładem na to, że czasem się to zdarza. Wystarczy tylko przestać być biernym, wziąć sprawy w swoje ręce i uwierzyć, że świat nam sprzyja. Odnalazłam swoją cichą przystań, port, do którego chcę wracać i wiem już, w jakim kierunku chcę podążać.

Pod względem ilości przeczytanych książek nie był to dobry rok ale nie mam do siebie o to pretensji. Byłam skoncentrowana na zupełnie innych, ważniejszych dla mnie sprawach a czytanie dla przyjemności zeszło siłą rzeczy na drugi plan. Przeczytałam raptem 15 pozycji ale były to książki w większości bardzo dobre – na tyle, że aż połowę z nich wspomnę w zestawieniu najlepszych tytułów roku.

Wśród tych 15 książek znalazło się 8 powieści, 1 biografia, 4 poradniki (głównie z zakresu rozwoju duchowego), 1 książka popularno-naukowa i 1 pamiętnik/dziennik.

Jeśli chodzi o płeć autora, to mamy w tym roku prawie remis: przeczytałam 8 pozycji napisanych przez mężczyzn i tylko o jedną mniej autorstwa kobiet.

Najwięcej czytałam literatury amerykańskiej: 9 pozycji autorów z USA. 2 książki były autorstwa pisarzy brytyjskich. Poza tym przeczytałam po jednej książce autorów pochodzących z następujących krajów: Francja, Niemcy, Włochy, Kanada, Japonia, Rosja i … Polska. Chyba po raz pierwszy od momentu istnienia bloga miałam w ręce tak mało powieści autorów polskich! Nie sięgnęłam nawet po żadną powieść mojej ukochanej polskiej pisarki Hanny Kowalewskiej :-(


visited 9 states (4%)
Create your own visited map of The World or Triposo world travel guide for Android

Nadal obracam się głównie wśród literatury europejskiej i tej z kontynentu Ameryki Północnej. Od lat próbuję to zmienić, ale niestety bezskutecznie. Może w tym roku się uda?

Nie przeczytałam żadnej książki w obcym języku.

Pora na wytypowanie najlepszych i najgorszych książek roku. Jak już wspomniałam na wstępnie aż 8 pozycji zdobyło moje uznanie i znalazło się wśród wyróżnionych. Cieszy mnie to bardzo, bo świadczy to o tym, że pomimo niewielkiej liczby książek, które udało mi się przeczytać ich poziom był generalnie całkiem wysoki.

Kolejność przypadkowa – nie byłam w stanie wytypować najlepszej z najlepszych:

1. J.R.R. Tolkien „Hobbit czyli tam i z powrotem” – za możliwość uczestniczenia w emocjonującej wyprawie, która sprawiła mi niesamowitą frajdę i pozwoliła poczuć się jak prawdziwy członek kompanii Thorina. Towarzyszenie Bilbo i krasnoludom w wyprawie po skarb umilało mi codzienną jazdę autobusem i możecie mi wierzyć na słowo, że jeszcze nigdy nie była to tak pasjonująca podróż ;-) O kreacji świata przedstawionego i bohaterów pisać nie będę, bo przecież rozumie się samo przez się, że są wprost genialne :-)

2. Gail Carriger „Bezduszna” – za absolutnie genialną kreację steampunkowej wersji XIX wieku, niesamowite poczucie humoru i oczywiście za obłędnego Lorda Maccona. Mrrrrau ;-)

3. Juli Zeh „Instynkt gry” – nie udało mi się zrecenzować tej książki (ale nadrobię to!) ale nie darowałabym sobie, gdybym tu o niej nie wspomniała. Bardzo dobra pozycja poruszająca temat wartości we współczesnym świecie i jak widzą je nastolatki. Gęsta proza psychologiczna, dostarczająca wielu przemyśleń, bardzo wartościowa książka. Uważam, że powinna być lekturą w szkole średniej. W styczniu pisałam o spektaklu teatralnym na podstawie książki.

4. Federico Moccia „Trzy metry nad niebem” – za powrót do czasów nastoletnich miłostek i za bohaterkę, którą bardzo polubiłam

5. Haruki Murakami „Na południe od granicy, na zachód od słońca” – za typowy dla powieści Japończyka melancholijny klimat, w którym czułam się jak ryba w wodzie a także za piękną refleksję nad życiem.

6. Mollie Gillen „Maud z Wyspy Księcia Edwarda” – nie zdążyłam z recenzją ale już się powoli pisze! Bardzo ciekawa biografia Lucy Maud Montgomery. Pozwoliła mi nie tylko dowiedzieć się czegoś więcej na temat uwielbianej na całym świecie autorki „Ani z Zielonego Wzgórza” ale także ze zdziwieniem stwierdzić, że w pewnych kwestiach byłyśmy bardzo podobne.

7. Joanne K. Rowling „Harry Potter i kamień filozoficzny” – za powrót do dzieciństwa, za pyszną zabawę z bohaterami powieści i za wartości, które ta książka propaguje wśród młodych ludzi

8. David Deida „Błękitna prawda” – za niezwykłą, choć czasami bolesną wędrówkę w głąb własnej duszy, za możliwość lepszego poznania siebie i motywację do dalszej pracy nad sobą.

O jakości przeczytanych przeze mnie książek niech świadczy też fakt, że w ostatecznym rozrachunku chciałabym wspomnieć tylko jedną pozycję, która niestety bardzo mnie rozczarowała:

Wieniedikt Jerofiejew „Zapiski psychopaty” – ani to śmieszne ani ciekawe. Nie trafiły do mnie młodzieńcze zapiski alkoholowych libacji.

Odkryciem roku była dla mnie proza Gail Carriger. Wciągająca na amen, przesycona niesamowitym humorem, zapełniona przesympatycznymi i arcykomicznymi postaciami no i ta alternatywna wersja XIX wieku! Kapelusze z głów! :-)

Bardzo zaintrygowała mnie także fizyka kwantowa i teorie wykorzystujące ją w metodzie dwupunktowej. Jest to tematyka, którą zdecydowanie chcę dalej zgłębiać.

Aby tradycji stało się zadość, na koniec wspomnieć muszę co nieco o zakupach książkowych. W 2014r udało mi się pohamować moje zakupowe apetyty – przybyło mi tylko 56 książek, z czego 2 stanowiły dodatki do czasopism, jedną otrzymałam od wydawnictwa, jedna jest prezentem oraz jedną wygrałam w konkursie. Zakupiłam 51 książek, co kosztowało mnie 922,98 zł. Cenowo nie jest to dobry wynik, ale przyznaję, że czasem nie chciało mi się czekać na większe promocje.

I jeszcze jedna rzecz: w 2014 roku nie pojawił się na blogu ani jeden stosik ;-) Trzeba to będzie zmienić :-)


Od początku zeszłego roku postanowiłam także notować tytuły wszystkich filmów i seriali, jakie udało mi się obejrzeć. Zrobiłam w tej kwestii duży postęp, gdyż zazwyczaj można je było policzyć na palcach jednej ręki… :-/

Obejrzałam 29 filmów, z czego za najlepsze (najciekawsze, najbardziej poruszające czy zapadające w pamięć) uznałam:

Hobbit: Niezwykła podróż, reż. Peter Jackson (2012)

Hobbit: Pustkowie Smauga, reż. Peter Jackson (2013)

Mary i Max, reż. Adam Elliot (2009)

Rezerwat , reż. Łukasz Palkowski (2007)

Płynące wieżowce, reż. Tomasz Wasilewski (2013)

Czekając na Joe, reż. Kevin Macdonald (2003)

 

Z obejrzanych seriali polecam:

- uwielbianego przeze mnie „Sherlocka”

- „Pod kopułą” na podstawie powieści Stephena Kinga – wciąga na maxa, nie mogę się doczekać lata i trzeciego sezonu!

- „Notatnik śmierci” – mangowy serial, bardzo ciekawy i przede wszystkim  inny od tego się zazwyczaj ogląda ;-)

Oglądam też „Teen Wolf” ale to takie pitu-pitu dla nastolatek ;-)

O planach na przyszły rok napiszę w oddzielnej notce.



13:56, weisse_taube , inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 listopada 2014

Po długiej nieobecności w teatrze (rany boskie, kiedy ja tam ostatnio byłam???) wybrałam się dzisiaj na spektakl pod tytułem „Klimakterium 2 czyli menopauzy szał”. Trafił mi się darmowy bilet i choć nie paliłam się zbytnio do obejrzenia tego przedstawienia, ostatecznie poszłam myśląc, że i tak nie mam nic lepszego do roboty. I dobrze zrobiłam, bo super spędziłam czas i nieźle się uśmiałam.

Przedstawienie jest kontynuacją „Klimakterium i już” (którego nie widziałam) i powstało na wyraźną prośbę publiczności, która chciała poznać dalsze losy bohaterek. Przedstawia wycinek z życia czterech niemłodych już koleżanek Maliny, Zosi, Pameli i Angeli, które spotykają się w pubie Maliny, by świętować jej urodziny. Kobiety choć na co dzień zmagają się z menopauzą i związanymi z nią dolegliwościami psychiczno-fizycznymi, są jednak młode duchem i swoim zachowaniem zaprzeczają stereotypowi zramolałej starszej pani, która już niczego nie oczekuje od życia. Jak zawsze mają sobie wiele do powiedzenia i rozkręcają imprezę na maksa udowadniając, że klimakterium to nie koniec świata, a dopiero początek nowego życia.

Wbrew pozorom nie jest to przedstawienie tylko i wyłącznie dla kobiet w wieku 'okołomenopauzalnym' (mimo iż właśnie takie stanowiły większość widowni), choć one pewnie lepiej zrozumieją kobiece przypadłości, z których śmieją się bohaterki. Podczas spektaklu wszystkie panie wyśmienicie się bawią. To prawdziwa terapia śmiechem, pod wpływem której można nabrać dystansu do siebie i swoich problemów.

Spektakl opiera się głównie na słowie, akcji zbyt wiele w nim nie ma. Jest to jednak zupełnie bez znaczenia, bo dialogi są tak błyskotliwe, że wywołują salwy śmiechu. Publiczność żywo reaguje także na  piosenki, w których do znanych i chwytliwych melodii napisano nowy tekst. A to, co się momentami dzieje na scenie powoduje, że ze śmiechu łzy ciekną i żołądek dostaje dziwnych skurczy  – np. scena tańczenia lambady (w spódniczkach o odpowiedniej długości a raczej 'krótkości' ;)) – tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć na żywo!!! :D

„Klimakterium 2 czyli menopauzy szał” jest spektaklem objazdowym, granym w różnych teatrach w całej Polsce. Jeśli zawita i do Waszego miasta, serdecznie polecam się wybrać. Świetna zabawa gwarantowana!



Tagi: teatr
22:05, weisse_taube , inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 stycznia 2014

Nie da się ukryć – nawaliłam na całej linii. Chyba po raz pierwszy tak bardzo zaniedbałam blogowanie i choć mam mocne argumenty na swoje usprawiedliwienie, to jednak źle mi z tym stanem rzeczy. Rok 2013 był dla mnie bardzo trudny. Do mojego zniknięcia z blogosfery przyczynił się prawie trzymiesięczny brak komputera w domu oraz sajgon w pracy. Najpierw nie miałam jak pisać, potem ze względu na nawał obowiązków nie miałam kiedy. Wiele zmieniło się w moim miejscu pracy, doszły mi nowe obowiązki, co sprawia, że mam niewiele czasu wolnego. Nie ma mnie w domu między 7.00 rano a 20.00 wieczorem, a biorąc pod uwagę, że w domu jednak też zawsze coś trzeba zrobić, czasu tylko dla siebie mam jak na lekarstwo. Stopień mojego zmęczenia też robi swoje, niedawno po raz pierwszy w życiu po przyjściu z pracy po prostu urwał mi się film. Obudziłam się następnego dnia o piątej rano, w ubraniu, w makijażu, nie wiedząc jaki jest dzień i w ogóle co się stało. Staram się czytać, ale nie jest łatwo. Od razu mogę napisać, że do połowy lutego na pełną reaktywację bloga nie ma szans, bo mam za dużo na głowie.

Ale wróćmy może jeszcze na chwilę do poprzedniego roku, bo to przecież jego ma dotyczyć ten wpis.

Przeczytałam łącznie 30 książek, w tym kilka książeczek dla dzieci. Gdybym miała wykluczyć je z zestawienia ze względu na niewielką objętość, liczba przeczytanych książek oscylowałaby wokół 22 pozycji. Myślę, że nie jest to tragiczny wynik.

Pod względem gatunków moja zeszłoroczna lista lektur wypadła następująco: 14 powieści, 5 poradników, 3 tomiki wierszy, 2 zbiory opowiadań/felietonów oraz 5 pozycji, które nie wiem jak sklasyfikować (może po prostu ‘inne’).

Prym wiodą jak zwykle kobiety, bo były autorkami 15-stu książek, które przeczytałam. 13 napisali mężczyźni, zaś autorami dwóch pozycji jest duet damsko-męski.

Nie zmienia się nic jeśli chodzi o ubóstwo różnorodności krajów pochodzenia autorów przeczytanych lektur. Odwiedziłam czytelniczo raptem 8 krajów: liderem w tej kategorii jest Polska z 16-stoma książkami. Pozostałe wyniki kształtują się następująco: Francja, USA oraz Wielka Brytania po 3 pozycje, Norwegia, Iran/Irlandia, Indie po jednej książce. Jak zwykle jestem zła na siebie, że w ogóle nie sięgam po autorów niemieckojęzycznych.


visited 8 states (3.55%)
Create your own visited map of The World

Odkryciem roku był dla mnie Kornel Makuszyński. Nie zdawałam sobie sprawy, że pisał tak pogodne i ciepłe książki. Bardzo odpowiada mi także jego poczucie humoru. Już wiem, że jego powieści to najlepsze antidotum na spadki nastroju.

I wreszcie przechodzimy do najważniejszej części czyli do hitów i kitów 2013. Poziom przeczytanych książek był raczej wyrównany a buble odnotowałam raptem tylko dwa. W tej konkurencji nie brałam pod uwagę „Proroka” K. Gibrana, gdyż jest to książka, którą czytałam już wcześniej.

1. Kornel Makuszyński „Awantura o Basię” – za niesamowite ciepło i serdeczność bijące z kart powieści, za lekkie pióro, mądry humor i działanie antydepresyjne  

2. Frances Hodgson Burnett „Mała księżniczka” – za dostarczenie mi wielu wzruszeń, za mądrość i pozytywny przekaz płynący z książki

3. Hanna Kowalewska „Maska Arlekina” – za cudowny ‘zawrociański’ klimat, sugestywne opisy, wiarygodną psychologię postaci oraz – jak zawsze u Kowalewskiej –przepiękną polszczyznę

Czytelnicze niewypały:

1. Katarzyna Miller „Królowe życia” – głównie za nudę i schematyczność w przedstawianiu opisywanych historii

2. Joanne Harris „Czekolada” – za nudę, zbyt dużą jak dla mnie dawkę ‘francuszczyzny’ i bohaterkę, której nie mogłam ścierpieć

Czytałam może niewiele ale za to ile kupiłam! Matko, tutaj statystyki ilościowe zawsze przyprawiają mnie o ból głowy ;-) Gdybym tak czytała tyle ile kupuję i kupowała tyle ile zazwyczaj czytam…

W 2013 roku przybyły mi 104 książki z czego 3 pochodzą z wymiany, dwie otrzymałam od wydawnictwa oraz dwie wygrałam w konkursach. Zakupiłam 97 książek, co kosztowało mnie (o zgrozo!) 1’576,15zł.

Planów na ten rok nie mam. Życie pokazuje, że i tak wszystko szlag trafi, więc wolę iść na żywioł. Mam tylko nadzieję, że uda mi się powrócić do blogowania.   


13:28, weisse_taube , inne
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...