poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Dama kameliowaTo moje drugie spotkanie z tą powieścią. Przeczytałam ją ponownie na wizażowe wyzwanie czytelnicze, aby przypomnieć sobie fabułę. Mój pierwszy kontakt z historią Małgorzaty i Armanda nastąpił trzy lata temu w formie wizualnej - przypadkiem trafiłam na ekranizację w reżyserii Jerzego Antczaka (i tę bardzo polecam, jest niezwykle wierna fabule książkowej, choć film jest moim zdaniem ciut lepszy, na samym końcu zawsze płaczę podczas gdy lektura nie działa aż tak na moje emocje). I oczywiście zapragnęłam zapoznać się z literackim pierwowzorem, co nastąpiło parę tygodni później. A jeszcze później obejrzałam operę na motywach powieści Dumasa - "Traviatę", która do tej pory jest jedną z moich ulubionych.

Nie jest to wybitne dzieło, raczej typowy dla XIX wieku romans pełen ckliwości, wyznań i łez . Głębszej psychologii się tam dopatrywać nie należy, choć historia zawiera jednak pewne uniwersalne prawdy o ludziach, które mimo upływu lat i postępu cywilizacyjnego ludzkości nie straciły na aktualności. Osobiście uważam "Damę kameliową" za jedną z piękniejszych historii miłosnych XIX wieku.

Czytając powieść po raz pierwszy skupiałam się głównie na perypetiach miłosnych Małgorzaty i Armanda. Teraz, za drugim razem zwracałam baczniejszą uwagę na opisy życia kurtyzan w Paryżu XIXw. - w końcu o to chodzi w wyzwaniu czytelniczym. Ze światem kurtyzan mamy tutaj do czynienia pośrednio, gdyż autor skupił się głównie na wątku miłosnym, ale uważny czytelnik wyłapie z tekstu tu i ówdzie pewne fakty związane z życiem kurtyzan w ówczesnych czasach. Małgorzata jest – jak byśmy dzisiaj powiedzieli – luksusową kurtyzaną, otacza się bogatymi mężczyznami, mogącymi zaspokoić jej wydumane zachcianki, to nie jest ot taka prostytutka, którą każdy może mieć.
Jeżeli chodzi o podejście społeczeństwa do takich kobiet trochę zdziwiło mnie jedno: za życia Małgorzata była podziwiana z daleka, podejrzewam, że nie tylko przez mężczyzn, pewnie zatrzymywała na sobie również spojrzenia kobiet. Nikt nie protestuje, kiedy ją widzi w teatrze czy operze, nikt nie opluwa na ulicy. Po jej śmierci do jej domu schodzą się ciekawskie panny chcące dowiedzieć się, jak wygląda dom kurtyzany od wewnątrz. A jak przychodzi do pochówku, to nagle są protesty, że ludzie nie zgodzą się aby obok ich zmarłych krewnych leżała prostytutka. Żywa im nie przeszkadza a umarła tak?

Bardzo nieprzychylnie jest przedstawione środowisko, w którym obraca się Małgorzata. To w dużej mierze bezduszne hieny żerujące na popularności i bogactwie bohaterki, przyjaciele tylko z nazwy, którzy są przy niej tylko wtedy kiedy jej się powodzi a w trudnych chwilach opuszczają schorowaną i cierpiącą Małgorzatę, bo już w żaden sposób nie mogą jej wykorzystać do własnych potrzeb. Małgorzata doskonale zdaje sobie z tego sprawę i sama w pewnym momencie porusza ten temat, obnażając przed czytelnikiem prawdziwe oblicze swoich "przyjaciół":

"Wszystkim, którzy się kręcą wokół takich dziewcząt jak ja, zależy szczególnie na tym, żeby śledzić ich najbłachsze słowa, wyciągać konsekwencje z ich najmniej ważnych uczynków. Nie mamy oczywiście przyjaciół. Mamy samolubnych kochanków, którzy trwonią swój majątek nie dla nas, jak twierdzą ale dla zaspokojenia swej próżności.
Dla tych ludzi musimy być wesołe, kiedy oni są w dobrym humorze, zdrowe, kiedy oni chcą ucztować po nocy, sceptyczne tak jak oni. [...]
Nie należymy do siebie. Nie jesteśmy już istotami ludzkimi, lecz rzeczami. Jestesmy pierwsze jeśli chodzi o ich milość własną, ostatnie, jeśli chodzi o prawo do ich szacunku. Mamy przyjaciółki [...] w rodzaju Prudencji, ongiś kurtyzany, które ciągle jeszcze gustują w rozrzutnosci mimo że wiek już im na to nie pozwala. [...] Ich przyjażń jest czesto niewolnicza, nigdy bezinteresowna. Nigdy nie udzielą nam rady, która nie dawalaby im zysku. Malo je obchodzi to, ze mamy dziesięciu kochanków wiecej, byleby one mogły zyskac na tym suknie albo bransoetkę, byleby mogły od czasu do czasu przejechaę sie naszym powozem i bywać w naszej loży.[...] Nie oddają nam nigdy najdrobniejszej usługi, nie wyciagajac od nas w zamian dwa razy tyle, ile jest warta."

Dlatego od razu wyczuła uczciwe zamiary Armanda wobec niej, choć nie omieszkała ostrzec go, co tak naprawdę znaczy być kurtyzaną i że taką osobę nie należy od razu obdarzać wyidealizowanym uczuciem, bo ma ono małe szanse na spełnienie. Bo podejście zakochanego w niej do szaleństwa Armanda, który mimo ostrzeżeń znajomych chciał widzieć w Małgorzacie nieskazitelną damę, było wprawdzie bardzo szlachetne ale mało realistyczne.

To piękna opowieść przede wszystkim o sile miłości i wielkim poświęceniu, trochę staroświecka ale jakże wspaniała lektura na smutne i zimne wieczory.

Nie dowiedziałam się z tej powieści niczego odkrywczego na temat życia kurtyzan,ale jeszcze kilka powieści na ten temat przede mną, więc może sie to zmieni? Przede mną "Nana" Emila Zoli.

Moja ocena: 4,5/6

niedziela, 09 sierpnia 2009

ZmierzchŚwiat ogarnęła histeria na punkcie wampirzej sagi dla młodzieży autorstwa Stephenie Meyer. Sprzedano miliony egzemplarzy na całym świecie, pierwsza część sagi doczekała się nawet ekranizacji. Główni bohaterowie Edward i Bella (a właściwie aktorzy grający te postaci) stali się z dnia na dzień idolami milionów nastolatków na całym świecie. To co się dzieje wokół tych książek to istna histeria, na jakie forum nie zajrzę, wszędzie można spotkać edwardo- i zmierzchomaniaczki, które (najwyraźniej pod wpływem buzujących w tym wieku hormonów) opisują jak to prawie mdlały z rozkoszy na widok cudownego Edwarda podczas oglądania filmu lub jak się ekscytowały czytając miłosne perypetie Belli i jej "boskiego Adonisa". Burzę hormonalną mam już dawno za sobą, ale że jestem miłośniczką wampirów, postanowiłam na własnej skórze przekonać się, o co to wielkie halo. W końcu w wieku 17 lat sama ekscytowałam się przygodami nieustraszonej pogromczyni wampirów Buffy Summers i dostawałam spazmów podczas scen z jej ukochanym wampirem Angelem (pamiętam jak w jednym z sezonów serialu Buffy była zmuszona zabić Angela - dżizas, leżałam wtedy plackiem na podłodze przed telewizorem i wyłam ;))

Historia jest bardzo prosta. Bella Swan przeprowadza się do małej mieściny Forks w stanie Waszyngton aby zamieszkać ze swoim ojcem (jej rodzice są rozwiedzeni). Powoli aklimatyzuje się w odmiennym środowisku i zdobywa przyjaciół. Jej uwagę przyciąga w szczególności trochę dziwnie zachowująca się grupka młodzieży - rodzeństwo Cullenów. Z biegiem czasu Bella zakochuje się w najmłodszym z nich Edwardzie, który wyjawia jej tajemnicę swojej rodziny...

Nie rozumiem. Nie jestem w stanie pojąć histerii wokół tej książki. Może dlatego, że nie jestem już ekscytującą się takimi miłostkami siedemnastolatką tylko o 10 lat starszą kobietą, która wyrobiła już sobie swój gust literacki i wie czego oczekuje od dobrej powieści (choćby miała to być powieść dla młodzieży)?

W tej książce (prawie) nic się nie dzieje. Pierwsza połowa opiera się na zwyczajnych rozmowach między nastolatkami, dopiero gdy pod koniec pojawia się grupa wrogo nastawionych wampirów akcja nabiera tempa (choć o jakiś szczególnych emocjach czy trzymaniu w napięciu też nie ma mowy).

Powieść jest napisana prostym językiem. Podobno mierna jakość tekstu jest wynikiem fatalnego tłumaczenia ale moim zdaniem sama autorka nie ma za grosz talentu literackiego, co widać w pustych, czasem na siłę przeciąganych dialogach. Ok, ja rozumiem, że rozmowy nastolatków nie oscylują wokół ambitnych tematów ale niech ta rozmowa przynajmniej trzyma się kupy i zmierza w jakimś konkretnym celu zamiast być po prostu luźną wymianą uwag.

Mimo wszystko historia miłości tych dwojga wciąga - podczas lektury nie odkładałam znudzona książki na bok, nie zmuszałam się do czytania. Brak akcji, prosty język oraz brak pogłębionych rysów psychologicznych postaci jestem jeszcze w stanie zaakceptować ale tym, co przekreśliło tę powieść w moich oczach i zwyczajnie mnie śmieszyło to elementy rodem z Jamesa Bonda. Superszybkie, wypasione bryki i ściany w domu wampirów przesuwające się po naciśnięciu jednego guzika to już lekka przesada. A i sam Edward skaczący po drzewach jak małpa przypominał mi początkową scenę z "Quantum of solace", w której Bond ściga jakiegoś kolesia i obaj z zawrotną prędkością, w ogóle się nie męcząc, biegają jak cyrkowcy po balustradach, gzymsach i innych rusztowaniach. Takie połączenie Tarzana z Jamesem Bondem ;)

Całą śmieszność powyższych umiejętności Edwarda doskonale widać w filmie, mocno zresztą nieudanym. Pomijam okrojenie książkowej fabuły, bo w przypadku przenoszenia jej na ekran jest to raczej normą, ale nie mogę pojąć kto do ciężkiego diabła wybrał na castingu tak kiepskich aktorów?! A może to nie brak aktorskiego talentu, ale niemożność rozwinięcia psychologii postaci wynikającej po prostu z kiepskiego literackiego pierwowzoru i równie kiepskiej adaptacji uniemożliwiły aktorom wiarygodne przedstawienie swoich postaci? I jeszcze jedno - kompletnie niepasujący (moim zdaniem!) aktorzy do granych przez siebie bohaterów. Wiadomo, każdy czytając książkę w jakiś tam sposób wyobraża sobie wygląd postaci. Potem, oglądając ekranizację myślimy sobie "ee, inaczej ją/go sobie wyobrażałam", jednak często przyzwyczajamy się do twarzy aktorów i w końcu akceptujemy ich w danej roli. Ja oglądając "Zmierzch" nie mogłam zaakceptować nikogo. No, prawie nikogo, powiedzmy, że Rosalie, Emmett i Esme wyglądają w filmie mniej więcej tak, jak ich sobie wyobrażałam. No i sam Edward - już się przyzwyczaiłam do  wszechobecnej twarzy Roberta Pattinsona, więc czytając, miałam go przed oczami (choć piękny jak Adonis to on moim zdaniem nie jest, ale w końcu de gustibus non es disputandum, więc... ). Największy problem miałam z główną bohaterką czyli Bellą. Ta książkowa wydała mi się dziewczyną zamkniętą w sobie i trochę fajtłapowatą, ale sympatyczną i potrafiącą śmiać się z samej siebie. Filmowa Bella natomiast to wiecznie niezadowolona z życia, znudzona pinda o wrednym wyrazie twarzy i wiecznie wykrzywionych ustach (których również nigdy do końca nie domyka - nie chcę być złośliwa, ale może to przez te wielkie zęby, które nie mieszczą jej się w paszczy?). Aż mi się odechciewało film oglądać jak ta panna ukazywała się na ekranie. Resztę postaci też wyobrażałam sobie zupełnie inaczej, ale byłam w stanie je jakoś zaakceptować, na aktorkę grającą Bellę (i to bardzo, bardzo źle grającą)  zwyczajnie nie mogłam patrzeć. Ale pochwalić muszę soundtrack - naprawdę udany! :)

Dżizas, i pomyśleć, że narzekałam na  filozoficzne wywody Louisa z "Wywiadu z wampirem"... To ja już wolę czytać o tych jego wydumanych problemach egzystencjalno-moralnych niż  o westchnieniach Belli do jej boskiego wampira o ciele marmurowego Adonisa i oczach w kolorze ochry palonej ;) Choć nie ukrywam, że jestem w 100% pewna, że gdybym teraz miała te 16-17 lat, to pewnie też uległabym zbiorowej histerii ;)

Na koniec pozostaje pytanie, czy sięgnę po kolejne części sagi. Sięgnę. Z ciekawości, jak dalej potoczą się losy tej pary i czy w miarę pisania styl pani Meyer uległ choć minimalnej poprawie.

 

Moja ocena 2/6


piątek, 07 sierpnia 2009

Cieszę się bardzo, gdyż od paru dni znowu odczuwam wilczy apetyt jeżeli chodzi o książki, więc jest szansa, że nadrobię ostatnie tygodnie czytelniczego rozleniwienia. W najbliższym czasie ukaże się więc kilka recenzji (jedna jest już prawie gotowa) zupełnie różnych tematycznie książek :)

A dzisiaj chciałabym przybliżyć parę nowości wydawnictwa Świat Książki. Nie należę wprawdzie do klubu ale byłam wczoraj na zakupach z firmowym kolegą Tygrysem i przechodząc obok księgarni ŚK drapnęłam najnowszy katalog ;)


hinduska miłość

Javier Moro "Hinduska miłość"

Jest rok 1906. Na wesele króla Hiszpanii Alfonsa XIII zjeżdża do Madrytu specjalny wysłannik z Indii, radża Singh. Trzydziestokilkuletni, przystojny, wykształcony i bajecznie bogaty książę poznaje szesnastoletnią Anitę Delgado, tancerkę flamenco. Wyznaje jej miłość, a ona zgadza się go poślubić. Wkrótce odpływa do egzotycznego księstwa Kapurthali, by zamieszkać w olśniewającym pałacu, pośród słoni i... rolls-royce’ów. Niestety, zaczynają się kłopoty... Czy miłość męża ochroni ją przed szykanami i samotnością?
Autor korzystał z dziennika prowadzonego przez bohaterkę, a historię wielkich uczuć, intryg i zdrady, wspaniale wtopił w malownicze tło obyczajowe z życia Indii i Europy czasów fin de siècle’u.
Prawa do sfilmowania powieści zakupiła Penélope Cruz!

(Jedna mała uwaga: na stronie katalogu dużą czcionką widnieje następującey napis, służący zapewne rozbudzeniu ciekawości czytelnika: "Ten romans wstrząsnął Indiami i Europą początku XX wieku!". Moja pierwsza myśl była taka, że powieść pochodzi właśnie z tego okresu i wywołała skandal w wyżej wymienionych częściach świata. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Javier Moro napisał tę powieść w 2005 roku........).

Całe piękno świata

Marc Esposito "Całe piękno świata"

Bezpretensjonalna, ciepła i finezyjna jak francuski rogalik powieść o uczuciach, bez których nie da się żyć... Frank, bezdzietny kawaler po czterdziestce, nie wierzył już, że spotka tę jedną jedyną. I pewnego dnia tak się właśnie stało: nagle, w sklepie! Niestety, piękna Tina, matka dwóch dorastających synów, jest wciąż pogrążona w żałobie po mężu. Z pomocą przyjaciół Frank wysyła Tinę, by odpoczęła na dalekim Bali – najpiękniejszej wyspie świata. Wkrótce sam do niej dołącza i namawia na wspólną podróż w głąb wyspy. Czy uwielbienie i cierpliwość Franka przezwyciężą przeszłość?

Księga motyli

Doda Około - Kułak

Nastrojowa i sentymentalna, choć nie pozbawiona humoru współczesna powieść. Monika, młoda wrocławianka, wychowywała się tylko z ojcem: mama opuściła ją w dzieciństwie z niewiadomych przyczyn i niebawem umarła. Kim była? Dlaczego ojciec nigdy nie chciał o niej mówić?
Teraz, po jego śmierci, Monika czuje się wyjątkowo samotna. Odkryty przypadkiem list sprzed lat naprowadza ją na ślad rodzinnej tajemnicy. Podążając jej tropem, jedzie do Sanoka, gdzie czeka na nią odziedziczony, stary dom. Co się tam wydarzyło? W rozwiązaniu zagadki pomaga jej pewien sympatyczny mężczyzna...

Wtajemniczenia

Michał Komar "Wtajemniczenia"

Smakowita propozycja dla miłośników literatury z „najwyższej półki”: elokwentnej, eleganckiej, rozgrywającej się w intelektualnej atmosferze, pełnej zaskakujących spostrzeżeń i przewrotnego humoru.
Pani E., osoba starszej daty, wykształcona jeszcze przed wojną, dożywa swych dni w towarzystwie służącego. Ona, wraz z zapraszanymi gośćmi – aktorem, mecenasem czy pisarzem – rozprawia o teatrze, literaturze, sztuce, filozofii, obyczajach i swoim długim życiu. On dogadza jej kulinarnie, przygotowując wyjątkowe, finezyjne obiady i kolacje... Za co siostra pani E. wydziedziczyła wnuka? Czy wierność jest cnotą? Jak przygotować omlet z ostrygami? Co odpowiedział słynny filozof Szestow, zapytany, jak żyć? Intrygujące
.

O miłości i śmierci

Patrick Süskind "O miłości i śmierci"

Jak można odczuwać i określać jako najwyższe szczęście coś, co nas ogłupia? – pyta Süskind, zastanawiając się nad naturą miłości.
Co za tajemniczy związek łączy miłość i śmierć? Dlaczego śmierć jest wciąż tematem tabu? W błyskotliwym eseju autor łączy przykłady z życia, literatury, sztuki i religii, o której pisze bez nabożnej czci. Opowiada o zwykłych ludziach i sławnych artystach, jak Tomasz Mann, o mitycznym Orfeuszu i o Jezusie... Ciekawe, przewrotne, ironiczne, inteligentne i – niepokorne.

Taras z uroczynem

Mia Couto "Taras z uroczynem"

Smaczny kąsek dla wszystkich, którzy poszukują w literaturze czegoś oryginalnego. Odświeżające połączenie afrykańskiej egzotyki z intrygą sensacyjną, obserwacjami obyczajowymi i nieco czarnym humorem.
Ermelindo, skromny cieśla, nie żyje od dwudziestu lat. Niestety, po niezgodnym z tradycją pochówku stał się zbłąkanym duchem. By zaznać ostatecznego spokoju, musi wstąpić w kogoś żywego, kto niebawem umrze i zostanie normalnie pochowany. W ten sposób „wchodzi” w Izidine’a – inspektora policji, który prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa dyrektora miejscowego domu starców...

Złoty notes

Doris Lessing "Złoty notes"

Niezmierzone jest bogactwo tej książki, wyjątkowej nie tylko na tle twórczości samej Lessing. Anna, czterdziestoletnia pisarka, rozwódka i matka, prowadzi cztery notesy. Opisuje w nich swe nieudane związki uczuciowe, młodość spędzoną w Afryce, opowiada o działalności w partii komunistycznej, do której jest coraz mniej przekonana, i jednocześnie pisze powieść. Zakochana w amerykańskim pisarzu, na skraju szaleństwa, Anna podejmuje próbę połączenia wszystkich wątków w całość, w złotym notesie.
– Mężczyźni. Kobiety. Związani. Wolni. Dobrzy. Źli. Tak. Nie. Kapitalizm. Socjalizm. Seks. Miłość... – kpi bohaterka, podsumowując otaczający ją świat. I o tym właśnie jest ta książka, uważana za „Biblię feminizmu”.

Serce świata

Ian Baker "Serce świata"

Wielu odkrywców próbowało dotrzeć do Pemako – niedostępnej krainy na pograniczu Indii i Tybetu – by odnaleźć tam legendarne wodospady Cangpo, ponoć największe na świecie. Czy rzeczywiście istnieją?
Autor wyprawił się tam kilkakrotnie w latach 1993–1998, śladem dawnych podróżników i lamów tybetańskich, którzy dotarli w ten rejon. Kotlina rzeki Cangpo, trzykrotnie głębsza niż Wielki Kanion, to bowiem także mityczne miejsce religijne, zwane „niebiańskim królestwem na ziemi”. Pasjonująca opowieść, łącząca historię niezwykłego odkrycia geograficznego z wielką przygodą duchową.

Literatura i malarstwo

Alina Biała "Literatura i malarstwo. Korespondencja sztuk"

Związki literatury i sztuki – temat, któremu poświęcona jest niejedna lekcja, zadanie domowe czy praca maturalna. Warto mieć książkę, która będzie służyć pomocą w podobnych sytuacjach. Zapraszamy w podróż po galerii arcydzieł malarstwa i literatury! Jak inspirował pisarzy słynny fresk „Stworzenie Adama” Michała Anioła? Jak Tadeusz Różewicz w wierszu „Prawa i obowiązki” nawiązał do „Upadku Ikara” Pietera Bruegla? To przykłady pytań, na które znajdziemy tu odpowiedzi. W książce opracowano aż 100 tematów – na każdy składają się: reprodukcje, tekst literacki, informacje o autorach i wyczerpujący komentarz. Wiele dzieł ma ukryty metaforyczny sens – warto odkryć go w pełni.

 

Tagi: nowości
21:42, weisse_taube , nowości
Link Komentarze (6) »
niedziela, 02 sierpnia 2009

Wydawnictwo Akapit Press przygotowało nie lada gratkę dla miłośników powieści Krystyny Siesickiej! (do których i ja się oczywiście zaliczam). Jeszcze w tym roku zostanie wydana trzecia część historii Mady i Marcina, bohaterów bodajże najsłynniejszej książki tejże autorki "Zapałki na zakręcie". Niestety wydawnictwo nie podaje dokładnej daty premiery, znany jest tylko tytuł: "Zatrzymaj echo".

Zatrzymaj echo

 

Mimo iż Pani Siesicka na prośbę swych czytelników napisała już kontynuację historii Mady i Marcina, wciąż dostawała setki listów z prośbami o kolejną część losów tej pary oraz ich dzieci, Kacpra i Tiny.

Czekam z ogromną niecierpliwością. :)


Tagi: nowości
17:58, weisse_taube , nowości
Link Komentarze (6) »
sobota, 01 sierpnia 2009

A oto moje lipcowe zakupy książkowe:


kkkk lipiec 2009

 

Moje pierwsze zamówienie w kkkk

Pratchett jest do kolekcji (sporo mi jeszcze brakuje) a opowiadania fantastyczne kupiłam po przeczytaniu pozytywnych recenzji.

"Skradzione dziecko" przyciągneło mnie obietnicą baśniowości, zobaczymy jak ta magia wyjdzie w praniu ;)

A o trylogii Susanny Clarke tyle się dobrego naczytałam, że nie mogąc nigdzie w rozsądnej cenie jej zdobyć (mówię tu o powieści "Johnatan Strange i Pan Norell") połasiłam się na tom opowiadań "Damy z Grace Adieu". Mam nadzieję, że wzmogą mój apetyt na trylogię ;)

 

tania książka lipiec 2009

 

To moje zdobycze z tego tygodnia: Magdę Dygat i Michała Witkowskiego wypatrzyłam w koszu taniej sieci księgarskiej "Expans", Ariel Dorfman jest z działu taniej książki z Matrasa a "Pamiętniki" Casanovy kupione w kiosku do kolekcji. :)


podaj lipiec 2009

 

A ten pakiet przyleciał do mnie z podaja :) Jest konsekwencją moich zainteresowań wynikających z wykształcenia. Z literatury niemieckiej (a także szwajcarskiej i austriackiej) chętnie czytam wszystko, co mi wpadnie w ręce :)  Mimo to mam jeszcze wiele braków, np. taki Stefan Zweig - aż wstyd się przyznać, że jako germanistka nic z jego dorobku nie czytałam...

 

Kiedy się za to wszystko wezmę - nie wiem. W najbliższym czasie planuję tylko Witkowskiego i Dygat, reszta musi poleżeć jeszcze trochę na półce ;)


Tagi: stosiki
13:10, weisse_taube , stosiki
Link Komentarze (12) »
środa, 29 lipca 2009

Malowany welonDługo się zabierałam do przeczytania tej powieści, choć na półce leży już u mnie chyba od roku.  W swoim czasie słyszałam zewsząd pozytywne opinie na jej temat a i okładka z kategorii tych przyciągających oko , więc się skusiłam.

Niech nie zmyli nikogo opis na okładce książki o romansie świeżo upieczonej małżonki z przystojnym i wysoko postawionym urzędnikiem. Dla Maughama to tylko punkt wyjścia do rozważań na temat życia i poznawania jego tajemnic.

Kitty, dwudziestopięcioletnia próżna i rozkapryszona panna z wyższych sfer poślubia spokojnego i nieśmiałego Waltera Fane'a, człowieka na pierwszy rzut oka w ogóle do niej nie pasującego, bardziej dojrzałego i "mądrego życiowo", kierującego się w życiu innymi zasadami niż młoda i niedoświadczona kobieta. Lecz już w niecałe dwa lata po ślubie Kitty uświadamia sobie, że nudzi ją życie u boku spokojnego i rozważnego męża a kiedy mieszkając w Tching-Yenie, gdzie Walter pracuje jako bakteriolog, poznaje czarującego Karola Townsenda, tylko umacnia się w tym przekonaniu. Karol nie jest już taki młody, skończył już 40 lat i jest żonaty, ale jego męski czar, poczucie humoru i przede wszystkim wysoka pozycja społeczna sprawiają, że próżna i rozczarowana nudnym małżeńskim pożyciem Kitty natychmiast się w nim zakochuje. Ich romans trwa prawie rok, kiedy Walter dowiaduje się o zdradzie. Stawia on Kitty ultimatum: albo otrzyma od Karola oświadczenie, że rozwiedzie się ze swoją żoną i natychmiast po rozwodzie Waltera i Kitty ożeni się z kochanką, albo Kitty wyjedzie z nim (Walterem) na placówkę do Mei-tan-fu, gdzie wybuchła właśnie epidemia cholery.

Piękna historia. Na egzotycznym tle odmiennego kulturowo kraju Maugham opowiada historię dwojga ludzi, którym po małżeńskim kryzysie przyszło na nowo budować więź z partnerem i przede wszystkim uczyć się poznawać samego siebie, próbować przeniknąć "malowaną zasłonę" jaką jest życie. Odnosi się to przede wszystkim do Kitty, która przyjeżdżając z mężem do Mei-tan-fu przechodzi duchową przemianę i powoli zaczyna dostrzegać coś więcej niż tylko czubek własnego nosa. Próbując zajrzeć za malowaną zasłonę spowijającą świat, uczy się, co tak naprawdę liczy się w życiu. Jednak przemiana Kitty tak do końca mnie nie przekonuje. Owszem, praca w klasztorze pozwala jej spojrzeć na otaczający ją świat z innej perspektywy i skłania do rozmyślań nad istotą życia. Problem w tym, że ta zmiana jest chwilowa - kiedy dowiaduje się, że ma wyjechać z Mei-tan-fu Kitty protestuje tylko dlatego, że nie ma się dokąd udać a nie dlatego, że chciałaby tu jeszcze pozostać i nadal pomagać siostrom w klasztorze. Potem cieszy się, że opuszcza zdziesiątkowaną przez cholerę prowincję i może w ten sposób uniknąć groźby śmierci. Żałuję również, że Kitty na drodze swej odnowy duchowej nie poczuła nic do Waltera oprócz litości. A ja tak bardzo liczyłam na to, że ona w końcu dostrzeże jak bardzo on ją kochał i jakim był wartościowym człowiekiem. Tymczasem do samego końca jedynym przymiotnikiem, jaki kojarzył jej się z mężem był "nudny". Myślałam, że chociaż jego śmierć coś zmieni w jej postrzeganiu tego człowieka, ale niestety do końca pozostała w niej obojętność (choć momentami już już byłam prawie pewna, że w obliczu śmierci Kitty go pokocha).

Szkoda, bo postacią, która najbardziej poruszyła moje serce był właśnie zamknięty w sobie, niedostępny i na pozór chłodny Walter. Wydaje mi się, że moja sympatia do niego jest w dużej mierze spowodowana tym, iż mam z nim wiele cech wspólnych - ja również jestem odbierana przez innych jako chłodna i poważna osoba, czasem nawet nudna. Jednak mimo iż Walter nie dał się (poprzez czyny, zresztą słowa raczej tez nie) poznać jako elokwentny i zabawny człowiek, dusza towarzystwa, to mimo to ja intuicyjnie wyczuwałam pod jego maską obojętności i powagi ogromne pokłady czułości, wierności oraz pełnej spokoju miłości. Dlatego też tak strasznie było mi go żal pod koniec powieści, tak bardzo żałowałam, że los nie wynagrodził mu cierpienia zadanego mu przez Kitty. Najtragiczniejszym momentem w całej powieści były dla mnie ostatnie słowa padające z ust Waltera: "A zdechł właśnie pies." Gorzkie łzy płynęły po moich policzkach, kiedy uświadomiłam sobie, ile znaczeń tkwi w tych słowach i że każde z nich jest niestety tragiczne. Pierwsze, co przychodzi na myśl, to znaczenie psa jako symbolu wierności. Walter mówiąc "zdechł pies" mógł mieć na myśli siebie - wiernego do końca, tak jak pies, który bity, źle traktowany i niekochany tkwi wiernie u boku swego pana (czyli Kitty) i kocha go bezwarunkową psią miłością. W jednej z rozmów z Kitty Walter stwierdził, że gardzi sobą, co też można odnieść do jego ostatnich słów - gardzi sobą, bo tak jak pies nie potrafił znienawidzieć swej pani i wyrzec się jej całkowicie. Te słowa mają jednak jeszcze inne znaczenie: pochodzą mianowicie z Elegii Goldsmitha, utworu który opowiada o psie, który po latach wiernej służby ugryzł swego pana. Ku ogólnemu zdziwieniu przyniosło to śmierć nie panu lecz psu. W świetle tego utworu można te słowa interpretować jako żal Waltera, że jako bakteriolog chcący pomóc ludziom w opanowaniu epidemii po wielu latach pracy i eksperymentów nad wirusem cholery sam zostaje nim zarażony.

Pisząc na temat tej powieści nie jestem w stanie pominąć tłumaczenia. Niestety wersja oryginalna nie jest mi znana (zresztą moja znajomość angielskiego nie jest na tyle dobra bym mogła czytać w oryginale rozumiejąc absolutnie wszystko) ale wydaje mi się, że autorka dobrze oddała chłodny i oszczędny styl pisarza. Tym, co mnie natomiast mocno raziło w tłumaczeniu pani Franciszki Arnsztajnowej była niekonsekwencja w tłumaczeniu imion. Jeżeli tłumacz postanawia pozostawić imiona w wersji oryginalnej, to powinien być konsekwentny w stosunku do wszystkich postaci, tymczasem kochanek Kitty raz jest Karolem a raz Charliem. Ja rozumiem, że raz po raz w powieści pojawia się zdrobnienie tego imienia (Charlie) aby podkreślić czułość z jaką Kitty o nim myśli a innym razem (kiedy jest mowa o bardziej formalnych sprawach) jest podstawowa forma tego imienia ale czy nie można było zostawić Charles'a? Nie wiem, angielska wersja brzmi mniej poważnie od Karola? A dlaczego tłumaczka nie zdecydowała się w takim razie tłumaczyć na polski zdrobnienia i zostawiła Charlie'go? Ano, bo Karolek brzmiałby co najmniej śmiesznie. A Charles jest mało poważny? Zresztą imiona odgrywają tutaj spore znaczenie: zauważmy, że bardzo pasują one do osobowości bohaterów. Walter brzmi poważnie i dostojnie i bardzo pasuje do skrytości i chłodu męża Kitty a jej imię z kolei doskonale odzwierciedla jej niedojrzałość i skłonność do kaprysów. W sumie dobrze, że tłumaczka nie wpadła na pomysł zrobienia z Kitty Kasiulki albo co gorsza Koteczki.

Podsumowując: mimo pewnych niedociągnięć książka bardzo mi się podobała. Maugham pisze nie tylko o próbach przeniknięcia wzrokiem przez "malowany welon" jaki każdy z nas nosi na co dzień czyli o próbach poznania tajemnicy życia i tego, co w nim najcenniejsze ale także ukazuje wiele aspektów miłości - rodzicielskiej, partnerskiej, niespełnionej jak i pełnej zgubnych namiętności a także miłości do bliźniego. Warto przeczytać tę powieść i zastanowić się na chwilę czym dla nas jest "malowana zasłona, którą żyjący Życiem zowią".

 

Moja ocena: 5/6


P.S. Obejrzałam również film i w odróżnieniu od większości opinii, które słyszałam, nie uważam by był lepszy od swojego książkowego pierwowzoru. Moim zdaniem jest równie dobry, choć trzeba mieć na uwadze, że ekranizacja nie jest wiernym odtworzeniem treści książki i pojawiają się w nim wątki, których w powieści nie ma. Jedno jednak udało się filmowym twórcom lepiej niż Maughamowi - filmowa przemiana Kitty przekonuje mnie bardziej niż ta książkowa. A i małżonkom udaje się w końcu odnaleźć zagubioną we wzajemnych pretensjach i oczekiwaniach miłość, więc mogę powiedzieć, że filmem byłam w pełni usatysfakcjonowana ;)

08:52, weisse_taube , przeczytane
Link Komentarze (11) »
wtorek, 28 lipca 2009

Stworzyłam ten blog trochę z nudów, trochę z chęci popracowania nad własnym lenistwem. Czytanie książek a potem dzielenie się z innymi opinią o nich jest nie tyle przyjemne, co pożyteczne - pozwala uporządkować myśli oraz zmusza do ich precyzyjnego formułowania.

Nie będę pisać tutaj fachowych recenzji, bo tego nie potrafię, zresztą brak mi erudycji. Chciałabym się po prostu w kilku słowach podzielić moją opinią na temat przeczytanych książek, może nawet uda mi się zachęcić kogoś do lektury.

Pragnę jednak z góry uprzedzić, że wpisy na tym blogu nie będą pojawiać się za często a to ze względu na moje żółwie tempo czytania oraz ograniczony czas wolny. Postaram się jednak aby przestoje nie były zbyt długie, bo blog żyje dopóty, dopóki coś się na nim dzieje.

10:07, weisse_taube , inne
Link Komentarze (5) »
1 ... 26 , 27 , 28 , 29 , 30
 
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Tagi
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...