Blog > Komentarze do wpisu

Kornel Makuszyński "Awantura o Basię"

Kiedy cofam się myślami do lat dzieciństwa i mojego pierwszego kontaktu z „Awanturą o Basię” mam przed oczami taki oto obraz: mam jakieś 8-9 lat, jest wieczór, rodzice oglądają w salonie telewizję a ja siedzę w kuchni na taborecie i usiłuję czytać wyżej wspomnianą książkę na zajęcia do szkoły. Idzie mi jak po grudzie, ciągle wiercę się na taborecie, zmieniam pozycje, przenoszę się ze stołka na podłogę ale nie mogę sobie znaleźć miejsca. Nie podoba mi się to, co czytam, jest nudne i w ogóle mnie nie ciekawi, tym bardziej, że powieść zaczyna się jakąś tragedią. Pamiętam, że nie przeczytałam wtedy tej książki a w pamięci utkwiła mi jako lektura nudna, ciężkostrawna i na dodatek o bardzo ponurej treści (choć jedyne co z owej treści zapamiętałam to jakiś wypadek na samym początku, w wyniku którego osierocone zostaje dziecko).

Nie wyobrażacie sobie, jakie więc było moje zdumienie kiedy po dwudziestu latach ponownie sięgnęłam po powieść Makuszyńskiego w ramach wyzwania czytelniczego „Odnajdź w sobie dziecko” ( a był to bardzo sentymentalny powrót, gdyż specjalnie wybrałam w bibliotece to samo wydanie książki, które czytałam 20 lat temu) i zamiast ponurej i smutnej historii otrzymałam przezabawną i niezwykle ciepłą opowieść o losach małej dziewczynki, która w wyniku pewnej pomyłki wkracza do życia kilku osób i zmienia ich spojrzenie na świat. Mało tego! Największym zaskoczeniem był dla mnie styl jakim napisana jest ta powieść. Już czytając pierwsze strony moje oczy przybrały kształt pięciozłotówek a z każdą kolejną stroną moje zdumienie rosło po sam sufit, bo nie spodziewałam się, że Kornel Makuszyński potrafi TAK pisać. Ale po kolei.

Główną bohaterką powieści jest kilkuletnia Basia, której matka ginie pod kołami pociągu. Ojciec dziecka zaginął kilka miesięcy wcześniej podczas wyprawy naukowej po Ameryce Południowej, więc Basia staje się nagle sierotą. Po śmierci matki dzieckiem zaopiekował się lekarz będący przy wypadku oraz jego żona Natalia. Doktor Budzisz, któremu matka Basi zdołała wyszeptać przed wydaniem ostatniego tchnienia adres, pod który powinna trafić dziewczynka, wysyła Basię pociągiem do Warszawy a na szyi zawiesza jej karteczkę z danymi oraz adresem nowych opiekunów dziecka. Współpasażerowie z przedziału obiecują zaopiekować się dzieckiem i odstawić je na peronie w Warszawie, gdzie ktoś będzie na nie czekał. W wyniku drobnego wypadku (Basi wypada z rąk szklanka z mlekiem) karteczka na jej szyi zostaje zalana przez biały płyn a widniejący na niej adres zupełnie rozmazany. Kiedy okazuje się, że na stacji w Warszawie nikt na małą Basię nie czeka, dwie panie z przedziału, które na początku oferowały największą pomoc zwyczajnie umywają ręce i w pośpiechu ewakuują się z peronu zostawiając Basię z bardzo niemiłym i nietowarzyskim na pierwszy rzut oka współpasażerem z pociągu. Mężczyzna lituje się nad dzieckiem i zabiera je ze sobą do domu. Tym na pozór antypatycznym jegomościem okazuje się być aktor Walicki, który wraz ze swym współlokatorem usiłuje odczytać rozmazane na karteczce litery, by oddać Basię jej prawowitym opiekunom. W wyniku pomyłki mała Basia zamiast do pani Olszańskiej z ul. Zielnej trafia do pana Olszowskiego na ulicę Chmielną, który po powrocie w nocy do domu ze zdziwieniem patrzy na śpiące w swoim łóżku dziecko. Basia jednak zdobywa jego serce i mężczyzna zaprzestaje poszukiwań jej opiekunów. Jednak pewnego dnia w gazecie ukazuje się ogłoszenie o zaginięciu Basi, którą poszukują prawowici opiekunowie…

Dalszej treści nie zdradzę, by nie psuć Wam przyjemności z lektury a zapewniam Was, że „Awantura o Basię” jest powieścią wprost wyborną! Nie spodziewałam się, że książka ta zrobi na mnie takie wrażenie. Twórczość Kornela Makuszyńskiego znałam oczywiście z filmowych ekranizacji jego książek (Panna z mokrą głową, Szaleństwa panny Ewy), bo do czytania jego książek jakoś nigdy mi nie było spieszno, no może poza Koziołkiem Matołkiem, którym zaczytywałam się w dzieciństwie. Potem w szkole czytałam jeszcze „Szatana z siódmej klasy” ale nie zrobił na mnie wtedy dobrego wrażenia i do lektury książek pana Makuszyńskiego nigdy już nie wróciłam. Teraz wiem, że był to duży błąd i bardzo ale to bardzo się cieszę, że dzięki wyzwaniu Magdalenardo przypomniałam sobie o „tej wstrętnej Basi” której w dzieciństwie przełknąć nie mogłam i która do tej pory siedziała mi gdzieś w głowie, ukryta w szufladce z napisem ‘wróć do mnie’ i domagała się ponownej lektury.

Powiem wprost: Kornel Makuszyński to jedno z moich wielkich tegorocznych odkryć literackich. Autor książeczek dla dzieci i młodzieży, kojarzący mi się zdecydowanie mało ambitnie okazał się być pisarzem szalenie elokwentnym, bardzo sprawnie i lekko operującym słowem oraz posiadającym niesamowite poczucie humoru. Mariaż wszystkich tych cech stwarza niepowtarzalny styl wypowiedzi łączący inteligentny dowcip z życiową mądrością okraszony ciepłem wewnętrznym, serdecznością i pozytywnym nastawieniem do świata. Książkę czyta się niesamowicie przyjemnie i lekko a im dłużej zatapiamy się w lekturze tym więcej ciepła odczuwamy w sercu (tak, wiem, brzmi to strasznie ckliwie i infantylnie, ale możecie wierzyć mi na słowo, że proza Makuszyńskiego naprawdę potrafi leczyć zbolałą duszę!).

Szalenie wręcz odpowiada mi humor zawarty w tej powieści. Jest inteligentny i zaprasza czytelnika do podjęcia wspólnej gry w odczytywanie nawiązań do różnych utworów literackich czy historycznych wydarzeń. Oprócz humoru sytuacyjnego (vide scena, w której pan Olszowski usiłuje dowiedzieć się od na wpół śpiącego Michasia kim jest leżąca w jego łóżku dziewczynka) mamy też do czynienia z humorem słownym, którego najlepszy przykład daje babcia Tańska. Jej pełne uszczypliwości rozmowy z panem Walickim to istne mistrzostwo! Wydaje mi się, że Makuszyński pisał tę książkę także z myślą o dorosłych czytelnikach, gdyż nie wydaje mi się aby dzieci zrozumiały niektóre z aluzji jak np. w przytoczonej wyżej scenie z na wpół rozbudzonym Michasiem, o którym autor pisze, że z powodzeniem mógłby zagrać rolę ósmego brata śpiącego. Swoją drogą jest to jedna z najzabawniejszych scen w książce, czytając ją aż mi łzy trysnęły do oczu ze śmiechu.

Nie będę ukrywać, że jest w tej powieści wiele rozwiązań, które są w mojej opinii ckliwe, przesłodzone a nawet wręcz nieprawdopodobne, jak choćby historia związana z zaginionym w amazońskiej puszczy ojcem Basi, jednak biorę poprawkę na fakt, że jest to powieść dla dzieci i młodzieży, która niesie ze sobą konkretne przesłanie a te wszystkie sentymentalne i czasem mocno naciągane rozwiązania fabularne mają potwierdzać pozytywny wydźwięk książki. Dlatego też przymykam na nie oko.

„Awantura o Basię” stanowi wspaniałe antidotum na wszelkie smutki i gorsze dni. Jest książką nastawiającą pozytywnie do ludzi i świata, przywracającą wiarę w ludzi, książką skrzącą się inteligentnym dowcipem i tak serdecznie ciepłą, że wszelkie złe humory i smutki odchodzą w siną dal. 

Polecam z całego serca i dziękuję Madgdalenardo, że dzięki jej inicjatywie mogłam odkryć Makuszyńskiego na nowo!

Moja ocena: 5/6

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania czytelniczego:

Odnajdź w sobie dziecko



poniedziałek, 01 kwietnia 2013, weisse_taube

Polecane wpisy

Komentarze
2013/04/01 19:30:35
Niedawno w rozmowie z Przyjaciolka wspominalam, ze mam ochote na Makuszynskiego, uwielbiam jego poczucie humoru. Chyba czas przygarnac kilka jego ksiazek :)
-
2013/04/01 22:10:43
Ja postanowiłam zgłębić całą jego twórczość, Awanturą... całkowicie zdobył moje serce i szalenie się cieszę, że odkryłam tego autora na nowo. Mam w domu Szaleństwa panny Ewy i Szatana z siódmej klasy a czuję, że jak pójdę w tym tygodniu do biblioteki to przyniosę jeszcze jakiś jego tytuł.
Teraz już wiem, czemu Makuszyński nazywany był "słonecznym panem", jego proza jest tak ciepła jak promienie słońca padające na nasze ciało :)
-
2013/04/04 10:38:55
Ja z kolei od dziecka uwielbiałam i "Awanturę o Basię" i "Szaleństwa panny Ewy" i "Szatana z siódmej klasy". I nadal zdarza mi się (rzadko bo rzadko, ale jednak) do nich wracać. Zastanawiam się jednak, czy książki te nadal mają szansę trafić do współczesnych dzieci... Mam nadzieję, że jednak tak.
-
2013/04/05 18:17:25
Głęboko wierzę, że są na tym świecie dzieci nie otumanione przez telewizję i internet i które potrafią docenić i zachwycić się treścią książek Makuszyńskiego. Realia może są inne ale problemy nadal aktualne i mogą wzbudzić w młodym czytelniku zainteresowanie.
-
2013/04/29 12:32:44
Pięknie to opisałaś. Aż zatęskniłam do tej lektury. Pozdrawiam!
-
2013/04/29 22:05:29
Z całego serca polecam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...