Blog > Komentarze do wpisu

Barbara Rybałtowska "Kuszenie losu"

Jakiś czas temu przeczytałam fragment tej powieści w którymś starym numerze „Bluszcza” i natychmiast zapragnęłam poznać ją w całości. Okazja trafiła się dopiero po ok. dwóch miesiącach, kiedy wreszcie – po różnych zawirowaniach związanych z tajemniczym zaginięciem powieści w mojej osiedlowej bibliotece – doczekałam się, aby móc ją wypożyczyć. Książka jest cieniutka i biorąc pod uwagę ciekawość, jaką wzbudził we mnie przeczytany wcześniej fragment spodziewałam się szybko uporać z lekturą. Okazało się jednak, że książka nie do końca była tym, czego się spodziewałam a tym samym przeczytanie jej zajęło mi znacznie więcej czasu niż planowałam.

Narratorem „Kuszenia losu” jest Henryk Nowak, mężczyzna w średnim wieku, ceniony autor poczytnych powieści. Po trudnych doświadczeniach związanych z okresem komunizmu i kilku latach spędzonych w więzieniu traci tzw. ‘wenę’ i postanawia otworzyć własne wydawnictwo, w czym pomaga mu żona Ewa. Ciężko jest opisać w kilku słowach fabułę tej krótkiej powieści, gdyż tak właściwie niby dzieje się tu wiele ale są to wydarzenia mało znaczące. Henryk spisuje w formie powieści swoje życie od lat młodości a konkretnie od momentu poznania w Paryżu pewnej urokliwej Anny aż do jej śmierci jakieś 15-20 lat później. Henryk był zakochany w Annie, choć nigdy jej tego uczucia nie wyjawił. Tajemnicze zniknięcie Anny z Paryża i daremne próby odnalezienia jej przez Henryka rozdzieliło ich na kilka lat, po których zupełnie przypadkiem spotkali się ponownie na targach książki, gdzie Anna zgłosiła się do wydawnictwa Henryka z prośbą o wydanie jej powieści. Od tego momentu znajomość między  tym dwojgiem zaczyna się na nowo. Oboje mają za sobą trudne doświadczenia, własne rodziny i mimo iż łączące ich stosunki nie wykraczają poza przyjaźń, w myślach Henryka Anna zajmuje czołowe miejsce.

Cała fabuła jest przybliżeniem losów Henryka i jego znajomości z Anną. Czytelnik śledzi życie bohatera, jego drobne sukcesy i porażki, trudności zawodowe i rodzinne kłopoty a także wnika w psychikę i najbardziej intymne myśli Henryka czy jego rozterki natury moralnej.

Książkę czyta się z przyjemnością i bez wysiłku ale zdecydowanie brakuje jej dynamiki. Niby są zwroty akcji, ale wywoływały u mnie raczej kpinę, gdyż wszystkie nieszczęścia wyraźnie pojawiały się w momencie, kiedy miało dojść do przeczytania przez wydawcę (czyli Henryka i jego wspólnika) maszynopisu Anny i które tym samym skutecznie to uniemożliwiały. Przyznam, że momentami ogarniał mnie śmiech, bo jeszcze zanim doszło do kolejnej tragedii, ja już wiedziałam, że musi ona nastąpić, skoro w przeczytanej przeze mnie scenie Henryk miał wreszcie po raz kolejny zająć się kwestią Anny i dzieła jej życia.

Poza tym przez całą powieść głowiłam się, jak człowiek, który jest wydawcą i – jak mniemam – musi sporo czytać nie tylko maszynopisów autorów chętnych do wydania swoich dzieł w jego wydawnictwie ale i generalnie innych książek aby być na bieżąco z tym, co się wydaje na rynku, przez 3 lata (!) nie znajduje ani chwili na to, by zapoznać się z maszynopisem kobiety, która - jak sam twierdzi - bardzo wiele dla niego znaczy. Wprawdzie nie pracuję w wydawnictwie ale możecie mi wierzyć na słowo, że jestem osobą bardzo zapracowaną, codziennie mam na głowie tysiąc spraw, borykam się także z różnymi problemami natury osobistej i choć nie zawsze znajduję siłę i czas na blogowanie to czytam ZAWSZE. Nieważne jak bardzo byłabym zapracowana, nie wyobrażam sobie nie czytać kilka minut dziennie czy to w komunikacji miejskiej czy przed snem w łóżku. Dlatego też trzyletnie zwlekanie z przeczytaniem maszynopisu jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe a usprawiedliwianie tego ‘życiowymi kłopotami’ wydaje mi się co najmniej śmieszne.

Kolejną kwestią, która wywoływała na mej twarzy ironiczny grymas jest język, jakim posługują się bohaterowie „Kuszenia losu”. Barbara Rybałtowska pisze piękną, wysoką polszczyzną, zdania są rozbudowane i nierzadko zawierają wyrazy pochodzenia obcego, na co dzień raczej rzadko używane w mowie potocznej. Problem pojawia się przy dialogach, które pisane tego typu językiem brzmią sztucznie i zbyt egzaltowanie. Mało kto na co dzień używa w rozmowach z innymi ludźmi tak rozbudowanego stylistycznie języka (bo wyjątki jednak są, np. jeden z moich handlowców ;-)) . Czasami ogarniał mnie śmiech, bo taki ugrzeczniony sposób mówienia typu „ą ę, bułkę przez bibułkę” bardzo przypominał mi dialogi ze stale wyśmiewanego przeze mnie „Klanu” ;-)

Podsumowując jest to przyjemna i odprężająca lektura po ciężkim dniu, napisana piękną polszczyzną, ale nie dostarcza wielkich emocji czy wzruszeń i mimo poruszania ważnych tematów nie dotyka czytelnika na tyle, by po lekturze zechciał on podumać jeszcze chwilę nad treścią. 

Moja ocena: 4/6



środa, 02 maja 2012, weisse_taube

Polecane wpisy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...