Blog > Komentarze do wpisu

Richard Paul Evans "Stokrotki w śniegu"

Boże Narodzenie to szczególny okres w roku, kiedy możemy odpocząć od codziennej pogoni za pieniądzem, zwolnić obroty, wsłuchać się w samego siebie, pobyć z bliskimi, dla których na co dzień zwykle nie mamy czasu, zrobić rachunek sumienia, zastanowić się nad naszymi wyborami życiowymi. Richard Paul Evans, zainspirowany „Opowieścią wigilijną” Dickensa, postanowił napisać współczesną historię o odkupieniu i „cudzie Bożego Narodzenia”. Skłoniło go do tego także wspomnienie ze szkoły dotyczące jednej z prac domowych – nauczycielka kazała napisać uczniom swoje nekrologi, co z kolei wywołało w autorze refleksję nad kwestią, co po nas zostanie. Jak chcielibyśmy by inni nas zapamiętali?

James Kier jest właścicielem niezwykle dobrze prosperującej firmy z branży nieruchomości, rekinem finansowym zagarniającym najlepsze kontrakty i bezlitośnie wykorzystującym ludzką naiwność. Kier nie ma uczuć – jest bezwzględny zarówno dla swych kontrahentów, pracowników jak i członków rodziny. To człowiek bez serca, nie przejmujący się cudzym nieszczęściem, myślący wyłącznie o swoich korzyściach, za wszelką cenę dążący do własnych celów, choćby po trupach. Po dwudziestu latach małżeństwa opuścił śmiertelnie chorą żonę dla młodszej kochanki. Z synem prawie w ogóle nie utrzymuje kontaktów. Jego najlepszym przyjacielem jest jego prawnik, tak samo jak Kier wyzuty z uczuć i moralności.

Pewnego dnia Kier umawia się z kochanką na weekend w pensjonacie oddalonym od miasta. Zastaje go tam śnieżyca, która na kilkanaście godzin odcina pensjonat od reszty świata. Brak telefonu komórkowego i Internetu uniemożliwia mu skontaktowanie się ze znajomymi. Rankiem Kier czyta w gazecie… własny nekrolog. Z początku jest ubawiony tą pomyłką ale mina mu rzednie, kiedy wchodzi na forum, gdzie ludzie bardzo niepochlebnie piszą o nim jako o człowieku i cieszą się z jego śmierci. Wśród użytkowników forum Kier znajduje osobę mimo wszystko broniącą go i rozpoznaje w niej swoją własną żonę Sarę. Mężczyzna dowiaduje się w ten sposób, w jak negatywnym świetle postrzegają go nawet ludzie znający go tylko z gazet i coś w nim pęka. Postanawia się zmienić i wynagrodzić ludziom wyrządzone im krzywdy. W realizacji tego planu pomaga mu jego asystentka Linda, która przygotowuje dla niego listę pięciu osób, które najbardziej ucierpiały przez bezwzględność Kiera.

Czy można wynagrodzić popełnione krzywdy? Czy można uzyskać wybaczenie od osób, którym zrujnowało się życie? Czy można wymazać z pamięci innych wyrządzone im zło i na powrót stać się dobrym człowiekiem?

Jest to szalenie amerykańska książka, zarówno pod względem treści pełnych łzawych wyznań i dobrych chęci jak i konstrukcji całej powieści opierającej się na konsekwentnym dążeniu do happy endu. Mimo to czyta się ją dobrze także na gruncie polskim, w końcu konsumpcjonizm, wyścig szczurów i stawanie kariery na pierwszym miejscu to zjawiska występujące nie tylko na gruncie państwa amerykańskiego ale na całym świecie. Poza tym jest to książka bardzo ‘filmowa’, czytając ją poszczególne sceny przebiegają nam przed oczami jak kadry z filmu. Richard Paul Evans doczekał się już trzech ekranizacji swych powieści i jestem w 100% przekonana, że i „Stokrotki w śniegu” doczekają się realizacji filmowej.

Przedstawienie postaci w książce jest dosyć schematyczne i opiera się na kontraście czerń-biel. Aby podkreślić zły charakter głównego bohatera i uwypuklić wszystkie jego negatywne cechy został on otoczony przez ‘białe’ postaci: czyste, dobre i pokrzywdzone przez los. Czytając tę powieść odnosiłam wrażenie, że każdy, absolutnie każdy, kto styka się z Kierem jest dobry i sprawiedliwy ale dotknięty jakimś nieszczęściem – najczęściej biedą lub  chorobą.

Nie jestem fanką tego typu literatury, zresztą kiedy zajrzałam na stronę internetową autora, odniosłam wrażenie, że to człowiek, który doskonale wie jak osiągnąć sukces i powiela wciąż ten sam schemat, pisząc powieści mające wywołać u czytelnika empatię i wzruszenie. Bałam się nawet, że będzie to pisarz w stylu Paulo Coelho, ale nic bardziej mylnego. Evansa czyta się bez bólu zębów, w jego prozie nie ma pseudofilozoficznych wywodów i nieudolnych metafor. Podobnie jak autor słynnego „Alchemika” pisze on o rzeczach prostych, o których często zapominamy w tym zabieganym świecie ale używa do tego zwyczajnego języka.

Jest to powieść z przesłaniem. Trzeba uważać na to, co czynimy w życiu, bo nie wszystkie krzywdy da się wynagrodzić. Nasze działania mogą nieodwracalnie zmienić bieg naszego lub czyjegoś życia a potem nawet najszczersze chęci nie przywrócą utraconych chwil, szans czy osób.

Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o miłym dla mnie szczególe muzycznym. Dededan tropi w książkach ślady swojego ulubionego zespołu, które odnotowuje na blogu. Dzięki „Stokrotkom w śniegu” i ja mogę odnotować obecność w literaturze jednej z moich wielkich muzycznych fascynacji. Na przyjęciu wigilijnym w firmie Kiera obok tradycyjnej świątecznej muzyki z głośników dobiegają także utwory Mariah Carey :-)

Podsumowując: jest to całkiem przyjemne czytadło, które z pewnością dobrze będzie się czytać w okresie przedwigilijnym, kiedy chyba każdy człowiek, nawet niewierzący i nie obchodzący świąt odczuwa mimo wszystko potrzebę wyciszenia się i zastanowienia nad własnym życiem. A „Stokrotki w śniegu” mogą mu udzielić w tej kwestii kilku wskazówek.

Moja ocena: 4/6

wtorek, 23 listopada 2010, weisse_taube
Komentarze
2010/11/23 23:36:18
Z reguły nie lubię czytać amerykańskich powieści. Chociaż oczywiście są pewne wyjątki - jednym z takich wyjątków jest czas, kiedy potrzebuję lżejszej lektury, czegoś łatwego, prostego i nieskomplikowanego. Może wtedy sięgnę po "Stokrotki w śniegu". A może nie... Zobaczymy :)

Pozdrawiam :)