|
Blog > Komentarze do wpisu
Doris Lessings Katzenbuch ("O kotach")
Doris Lessing opowiada w niej o swoich kotach - wpierw na farmie w Rodezji a potem po przeprowadzce do Wielkiej Brytanii. Jej uwaga skupia się przede wszystkim na dwóch kotach - szarym i czarnym i to o ich perypetiach czytamy przez ponad pół książki. Ciekawe jest to, że ani razu nie pada żadne kocie imię; jest kot szary i kot czarny, kot w tygrysie pasy, kot nakrapiany, biały, brązowy itd. Nie wiem, czemu miał służyć ten zabieg, czyżby pokazaniu swego dystansu wobec tych istot, których zwyczaje i charakter autorka wydaje się dobrze znać ale mimo wszystko czuje wobec nich pewien respekt i niemożność odkrycia wszystkich kocich tajemnic? Niechęć do nadania dzikiej istocie imienia i tym samym do całkowitego "udomowienia" jej, bo jest to po prostu niemożliwe? Ale mniejsza z tym, brak imion nie przeszkadza, a śledzenie zwyczajów i zabaw tej dwójki jest naprawdę wciągające. Ale nie tylko to, bo Lessing patrząc z boku na życie jej małych przyjaciół, pokazuje jakimi inteligentnymi stworzeniami są koty, których zachowania przypominają czasem te ludzkie oraz że każdy kot to osobna indywidualność, prawie tak jak człowiek. I co najdziwniejsze - po lekturze tej cieniutkiej książeczki ja, która do kotów nie pałała zbytnią sympatią nagle gorąco zapragnęłam mieć jednego! :) Cieszę się, że pomimo wcześniejszej urazy do twórczości Doris Lessing przełamałam się i sięgnęłam po jej kocie opowieści. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest to książeczka, w której nie ma się co doszukiwać głębszych przesłań (jeżeli w ogóle jakichkolwiek), to takie czytadełko na jeden wieczór nie mające nic wspólnego z tematyką poruszaną przez Lessing w jej głównej twórczości. Z pewnością sięgnę jeszcze po inne powieści noblistki, by przekonać się, czy sposób jej pisania rzeczywiście mi nie odpowiada ("O kotach" czytałam po niemiecku, więc i moje patrzenie na styl było trochę inne niż w przypadku czytania tekstu w języku ojczystym) i czy "Piąte dziecko" było tylko jednorazowym niewypałem. Moja ocena: 4/6 poniedziałek, 19 października 2009, weisse_taube
Komentarze
2009/10/20 21:52:45
a ja odwrotnie niż moja przedmówczyni , kocham koty i żyje z nimi w znakomitej symbiozie:) mam nadzieję , że kiedyś bliżej zapoznam się z tą książką;)
2009/10/22 10:09:05
Koty są dosyć specyficznymi zwierzętami, to fakt. Nie każdy je lubi. Ja się ich do tej pory trochę bałam (i nadal mimo wszystko boję), tzn. nie lubię jak mi siadają na kolanach i wbijają mi pazury w ciało z rozkoszy kiedy je głaskam. I właśnie tych ich pazurów się boję. Wzruszył mnie natomiast jeden z fragmentów książki, w którym Lessing opisuje jak jeden z kotów próbował ją obudzić delikatnie opukując jej twarz łapką. :)
Kolmanko, z Opisów na blogu wynika, że ewidentna z Ciebie kociara! A Zenuś jest przesłodki!!! :) Szkoda, że nie możesz go mieć tu w mieszkaniu, pewnie za nim tęsknisz. |
|
grunt, że się nie zraziłaś a i życze Ci, żeby kolejne książki tej pani przypadły ci do gustu ;)